|
|
#1021 |
|
Zarejestrowany: Apr 2013
Posty: 13
Motocykl: x2=4x4
Online: 11 godz 29 min 9 s
|
puszczam i to:
Rozbilismy się w ładnym miejscu nad jeziorkiem i Mario zlowil dla nas kolacje. Duzy i smaczny to byl zwierz. Po drodze jeszcze worek grzybow. Same prawdziwki. Ja z moim daltonizmem nazbieralem ten worek w 20 min. Wygladaly jak liscie na trawniku. Był duzy wysyp ale to ich koniec, bo od dwoch dni notujemy przymrozki. Woda w czajniku zamarza. Reszte wyjedaa pewnie renifery. Konie dają rady. O dziwo mój spisuje się bardzo dobrze choc nie przywykl do takiego ciezary. Foty mojego konia nie publikuj, niech to ma deset będzie ![]() Problem troche bo sie mi chłopy przeziebili dlatego trza było stroha uruchomic. Bardzo im przepisany srodek smakuje. Zakiczylem kapiel w jeziorku i czuję się znakomicie tylko uda maja swoje zdanie. Czuje ze jutro nie bedzie do smiechu. Dzisiejszy odcinek wymagajacy - 18km. Za dnia letnia pogoda ale czuc juz ze lato lada moment przejdzie w krotka jesien. |
|
|
|
|
|
#1022 |
|
Zarejestrowany: Sep 2015
Posty: 17
Motocykl: DISCOVERY 300 Tdi
Galeria: Zdjęcia
Online: 1 miesiąc 2 tygodni 4 dni 3 godz 33 min 49 s
|
Ja jebie, dopiero co się z typem widziałem na tym jego wypizdowie i zarzekał się że to już koniec wycieczek, un teraz będzie se remontował ruderę i co najwyżej żonkę do Ciechocinka zabierze
kłamca i pająk (pijok) w sensie polazł se i z Mongolii nadaje |
|
|
|
|
|
#1023 |
|
Zarejestrowany: Apr 2013
Posty: 13
Motocykl: x2=4x4
Online: 11 godz 29 min 9 s
|
Jest wieczorne info.
Trasa nie jest specjalnie jakos wymagajaca ale ja jestem jak z krzyza zdjety. Wczorajszy oboz z Catanami (Ducha) był ostatnim kontaktem z ludzmi. Podazamy sladem obozowisk Ducha, co poznac po zostawionych zerdziach. Schodza nizej na zimowiska. Co nie znaczy, ze do doliny Darchatow. My wchodzimy coraz wyzej. Jestesmy gdzies na 2000 a przed nami pasmo osniexonych juz trzysiecznikow. Zeby opusac szlak to polowa to bagna, grzezawiska, skaly, rzeki, jeziora. Cichy mówi: nic wielkiego a nam się dzisiaj Mongol zjebal z konia i to trzezwy. Kon wpadl w dziure. Zasadniczo konie same prowadza, wiedza gdzie isc ale i koniu sie przydarzyc moze. Moj kon (a wiesz jak wyglada) to jest magik. Nazwałem go Dariusz na czesc... Redzika, nie mnie. Moj zlom telefon otwiera sie tak długo, ze nie robie nim zdjec, bo się po prostu kurwa nie da ale... Na Grabczewskim tez nie robilem i było git. Mario jest zachwycony. Inny czielawiek. Teraz spi z tym usmiechniety grymasem. Wczoraj tez. Rano mowil ze muszę go zdenerwowac bo go mięśnie twarzy bola ![]() Cichy i Mario to znakomici towarzysze. Ten pierwszy sprawdził die na Grabczewskim perfektnie. Twardziel jak chuj. Na nic nie narzeka. Na Grabczewskim tez nie narzekał jak obtarl stope do krwi bo buty z szafy wyjal po 5ciu latach i mu się stopa rozbila. Gosc biega maratony gorskie po 100km i to dla niego codziennosc. Patrze na te jego stope a on kwituje krotko: nie pogodze się z tymi butami. Alek chodzic nie mogl a Cichy tylko niepogodzony ![]() Byc z nimi tutaj razem, cos pieknego... Cichy polewą stroha bo jeszcze go troche katar meczy. Tak, ze dobjutra! |
|
|
|