|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#33 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,310
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 2 dni 22 godz 27 min 0
|
Patrzymy, co bezpowrotnie tracimy.
Cytuję z FB. Scena ujeżdżania narowistego konia z darów UNRRA przez Witię w filmie Sami swoi to jeden z najbardziej autentycznych i technicznie wymagających momentów w całej trylogii. Jerzy Janeczek, grający rolę syna Pawlaka, wykazał się niezwykłym profesjonalizmem i odwagą, ponieważ kategorycznie odmówił zastępstwa przez kaskadera, chcąc samodzielnie wykonać wszystkie ewolucje w siodle. Było to dla niego ogromne wyzwanie, ponieważ przed rozpoczęciem zdjęć aktor nigdy wcześniej nie jeździł konno. Aby podołać temu zadaniu, Janeczek musiał przejść dwutygodniowy, intensywny kurs jazdy konnej w stadninie w Książu pod Wałbrzychem. Jego determinacja bardzo ucieszyła reżysera Sylwestra Chęcińskiego, gdyż brak konieczności ukrywania twarzy dublera znacznie ułatwiał montaż i pozwalał na dynamiczne kadrowanie postaci. Do realizacji tej konkretnej sekwencji sprowadzono ze stadniny w Książu dwa różne konie. Jeden z nich był zwierzęciem bardzo narwanym i porywczym, idealnym do scen walki z jeźdźcem, natomiast drugi był wyjątkowo łagodny i służył do ujęć, w których Witia spokojnie wraca wierzchem do gospodarstwa. Co ciekawe, na planie pojawił się nieoczekiwany problem – podczas kluczowych ujęć dziki koń wcale nie chciał stawiać oporu Janeczkowi i zachowywał się zbyt potulnie, co odbierało scenie dramatyzm. Aby wykreować na ekranie wrażenie walki i napięcia, operator Andrzej Ramlau musiał niemal dreptać i biegać wokół konia z ogromną kamerą, starając się nadać obrazowi dynamiki. Ramlau wspominał później, że praca ta była fizycznie wycieńczająca i powodowała dotkliwy ból rąk, a on sam musiał być asekurowany przez asystenta, by nie zaplątać się w kable rozciągnięte wokół. Z obecnością koni na planie wiąże się również zabawna anegdota dotycząca mieszkańców Dobrzykowic, gdzie kręcono zdjęcia. Zwierzęta były trzymane w obejściu Pawlaka, a nocami opiekującego się nimi pracownika stadniny odwiedzali miejscowi rolnicy. Oferowali mu oni alkohol lub pieniądze w zamian za możliwość dopuszczenia rasowych ogierów do swoich klaczy. Opiekun zazwyczaj nie odmawiał, co sprawiło, że po wyjeździe ekipy filmowej we wsi urodziło się wiele pięknych źrebiąt, będących żywą pamiątką po produkcji. Sam Jerzy Janeczek po latach przyznał, że choć początkowo nie darzył filmu wielką sympatią ze względu na trudne wspomnienia z planu, to z perspektywy czasu uważał, że jako student drugiego roku świetnie wykonał swoją pracę i był dumny z tej sceny.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|