|
![]() |
#1 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2010
Miasto: Warszawa
Posty: 289
![]() Online: 1 miesiąc 1 tydzień 4 dni 9 godz 26 min 34 s
|
![]()
Wspaniały klimat opowieści!
Na tym zdjęciu aż usłyszałem oddalający się bulgot harleya… Rozumiem, że nie mieliście ze sobą namiotu. A czy rozbicie namiotu na noc w Algierii w ogóle jest do pomyślenia? Pod względem bezpieczeństwa od ludzi i zwierząt? Szpilka w piachu pewnie też długo się nie utrzyma… Czytałem gdzieś za to, że przebywając na pustyni (idąc z karawaną), człowiek wbrew pozorom wieczorami wcale nie czuje się brudny i lepki od potu i niedostatek wody do mycia nie jest problemem. |
![]() |
![]() |
![]() |
#2 | |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Warszawa
Posty: 376
Motocykl: Tenere 700
![]() Online: 1 miesiąc 1 tydzień 2 dni 20 godz 34 min 55 s
|
![]()
Widzę odzew czytających, a to znaczy, że moje "męczarnie literackie" nie idą na marne
![]() Cytat:
Co do bezpieczeństwa - nie zagłębiałem tematu, ale wydaje mi się tak: -zwierzęta na pustyni - największym drapieżnikiem Sahary jest fenek, więc tu strach się bać ![]() - ludzie... To trudny temat. Z naszych doświadczeń oraz relacji wszystkich, którzy byli w Algierii wynika, że mieszkają tam naprawdę dobrzy i serdeczni ludzie. My czuliśmy się bardzo dobrze i nic nas nie zaniepokoiło. Trzeba jednak wiedzieć, że w Algierii ok. 2002r. zakończyła się wojna domowa z radykałami muzułmańskimi. Przy czym zakończyła się tak: rząd nie dawał sobie rady i zdecydowano się na ogłoszenie amnestii pod warunkiem złożenia broni przez bojowników islamskich... Czyli - są tam też ludzie, którzy mają krew na rękach. W tych rejonach, gdzie dostaje się eskortę, raczej nie pozwolono by na spanie samopas pod namiotem. Natomiast słyszałem, że gdy jedzie się z przewodnikiem w pustynię, wszyscy obozują pod namiotami i nie ma z tym problemu (to informacje zasłyszane i przeczytane w necie). Co do karawan wiem tylko tyle: karawany nie chodzą latem, lecz w zimie. Wtedy temperatury potrafią osiągać w południe 30 stopnie, ale nocą bywa nawet około 0. Ale taka wyprawa z karawaną musi być świetna ![]() ![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
#3 |
Zakonserwowany
![]() |
![]()
Na pustyni śpisz w namiocie, jednak trasa musi zostać zaakceptowana przez biuro gubernatora bezpieczeństwa regionu i wydane imienne pozwolenia, przewodnik licencjonowany i zaufany aby mógł prowadzić grupy obcokrajowców. Biwaki pustynne zaplanowane, dokładne pozycje gps, przed zmierzchem wszyscy na miejscu. Czasem wojsko czy guardia natinale robią odwiedziny. To tylko złudne wyobrażenie że jesteś sam, z reguły jesteś dyskretnie obserwowany a czasem eskortowany na niektórych obszarach. Oczywiście wojsko nie jedzie za Tobą po wydmach, ale widać ich obecność. Na dwóch biwakach byli z nami przez cała noc, nawet przewodnik nie widział dlaczego, albo nie chciał lub nie mógł powiedzieć.
Pomijając wojnę domową w Algierii od lat występują konflikty na tle plemiennym, grup domagających się autonomii i równego traktowania przez rządzących. Wiele lat temu w porozumieniu z zachodnimi koncernami naftowymi sporo tych ziem zostało im przez państwo zabrane ze względu na duże złoża ropy, mieszkańcy wysiedleni bez grosza rekompensaty. Tam koncerny francuskie i włoskie dyktują reguły gry, podobnie jak oligarchowie na Ukrainie. Czasami coś dupnie i wojsko zamyka dostęp do tego regionu robiąc czystkę aby nie dopuścić do eskalacji, smutne to ale tak jest od długiego czasu że ludzie idą w pioch, algierczycy maja najbardziej chronioną granicę z krajów afrykańskich. Ze względu na taką akcję nie pozwolono nam na wjazd, dowiedzieliśmy się o tym dopiero na granicy w Hazoua. Dla algierczyków turystyka nie jest w interesie, dlatego bardzo trudno o takie pozwolenia. W mniemaniu rządzących każde porwanie turystów zagranicznych a kilka lat temu zdążyły się w okolicach Eferi czy Amsel to obraza i oskarżenia o brak bezpieczeństwa przez inne państwa. Skoro wydajesz pozwolenia to oznacza że jest bezpiecznie. Porwań dokonują przeważnie dyskryminowani, dla okupu lub szantażu w konfliktach lub is dla poklasku i demonstracji siły. Może nie wiecie ale w Syrii walczyło wielu Algierczyków w is, którzy wrócili i zapewne nie zajęli się hodowlą cameli.
__________________
Proszę siadać, się nie wychylać, się nie opowiadać I łaskawie i po cichu i bez szumu i bez iskier Wypierdalać. |
![]() |
![]() |
![]() |
#4 |
Kierowca bombowca
![]() |
![]()
A propos obserwacji w tych regionach, mam podobne doświadczenia z Libii, gdzie mieszkałem z rodzicami jako dzieciak. Często wybieraliśmy się na dzikie plaże daleko od Trypolisu, czy innych miast, spacery w pustynnych górach, czy przejażdżki na skraju Sahary. Zawsze w pierwszej chwili wydawało się, że jesteśmy sami, no bo kto niby miałby się szwendać po totalnym pustkowiu i po co? Ale w najmniej oczekiwanych chwilach w każdym przypadku dawało się dostrzec postać, która z oddali nam się przyglądała przez lornetkę. Czasem bardziej, a czasem mniej dyskretnie.
__________________
AT RD07A, '98, HRC |
![]() |
![]() |
![]() |
#5 |
![]() Zarejestrowany: Dec 2014
Miasto: Zabrze
Posty: 86
Motocykl: nie mam AT jeszcze
![]() Online: 4 dni 15 godz 38 min 47 s
|
![]()
Ja miałem taki przypadek w Iranie, plaża na zadupiu, zjechaliśmy z głównej drogi jakieś 2km i nim zdążyłem ściągnąć buty, żeby się wykąpać podjeżdża nie wiadomo skąd policmajster na pierdzipiętku z wiadrem pytań
![]() Po uzyskaniu od nas info i lukaniu w paszporty nas zostawił - tak nam się chyba zdawało :-) |
![]() |
![]() |
![]() |
#6 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Warszawa
Posty: 376
Motocykl: Tenere 700
![]() Online: 1 miesiąc 1 tydzień 2 dni 20 godz 34 min 55 s
|
![]()
Przy okazji mojej opowieści chciałbym podzielić się z Wami jeszcze jedną refleksją. Właśnie wpadła mi w ręce książka Emilio Scotto, Argentyńczyka, który objechał świat Hondą Gold – Wing. On także jechał przez Saharę, tylko zdecydowanie dalej niż my. Przytoczę fragmenty jego opisu odcinka Ghardaia – El Menia, z książki „Najdłuższa podróż” :
„W końcu, gdy zapada już noc, zatrzymuję się w Ghardaia, barwnym mieście, uważanym za bramę pustyni. […] Dziś jest czwarty kwietnia, godzina piąta rano. Wybieram się w kierunku południowym. Aby przedsięwzięcie pokonania Sahary mogło się udać, dodaję do motocykla jeszcze dwa kanistry na osiem galonów paliwa i jeden plastikowy pojemnik, mieszczący osiem galonów wody. Z tyłu przymocowuję specjalną tylną oponę, do użycia na pustyni. Wyjeżdżając już z miasta Ghardaia, napotykam trzech Włochów w czerwonym fiacie, którzy zatrzymali się na poboczu. Zdają sobie sprawę, że droga pokryta jest asfaltem tylko na tylko na odcinku kilku najbliższych mil, po przejechaniu których rozpoczną się problemy. […] Jedziemy już ze trzydzieści mil, gdy niespodziewanie kończy się asfalt. Przed nami odludna i sucha kamienna przestrzeń. O północy docieramy do El Golea (El Menia – dopisek mój), ostatniej oazy Wielkiego Wschodniego Ergu. Jesteśmy zmęczeni, brudni, spragnieni i wysuszeni od gorąca.Włosi są wyczerpani znacznie bardziej, niż się spodziewali. Dziewiętnaście strasznych godzin zajęło nam pokonanie stu pięćdziesięciu mil, ze średnią prędkością ośmiu lim na godzinę.” To ciekawe jak kawałek asfaltu zmienia dostępność danej krainy. Ja z żoną przejechałem ten sam odcinek w 3 – 4 godziny, a Emilio zajęło to caluteńki dzień i przypłacił jego pokonanie obdartym ramieniem i poobdzieranym motocyklem (zaliczył glebę gdzieś na bezdrożu). Nasze podróże dzieli jedynie 30 lat. A może to aż 30 lat? Nie wszystko jednak się zmienia - on także miał pod kaskiem założony na nos i brodę kawałek materiału i jak pisze - nie dało się bez tego jechać. |
![]() |
![]() |
![]() |
#7 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Warszawa
Posty: 376
Motocykl: Tenere 700
![]() Online: 1 miesiąc 1 tydzień 2 dni 20 godz 34 min 55 s
|
![]()
Wrzucam kolejny odcinek.
8 sierpnia. Wstajemy o 4:30. Jest zimno – tylko 22 stopnie. Żona zakłada na siebie kilka warstw ubrań – oprócz swojej skórzanej kurtki z dziurkami - „ortalion” na wierzch i bluzę pod spód. Mnie trochę telepie, ale lenistwo zwycięża – i tak za chwilę trzeba będzie się rozbierać. Jedyne co robię to zakładam osłonę na chłodnicę oleju. Miasto jest jeszcze opustoszałe, z rzadka spotykamy ludzi czy samochody. Pracę zaczynają już sprzątacze i dostawcy pieczywa. Pomimo, że jadę spokojnie pokonujemy bokiem w pięknym uślizgu skrzyżowanie, co pozwala mi uświadomić sobie, że bywa tu bardzo śliski asfalt i należy mieć to na uwadze. Kolejny nasz dzień w Algierii. A skoro tak – kolejny przepiękny wschód słońca. Tego dnia jedziemy na wschód i zamierzamy dotrzeć do oazy El Oued położonej na Wielkim Ergu Wschodnim. Do pokonania mamy około 700km, a to dużo jak na warunki algierskie. Szczęście, że to nie gęsto zaludniona północ kraju i na trasie nie mamy do pokonania wiele miejscowości, lecz duża część drogi to pustynia. Dziś planujemy dojechać do Wielkiego Ergu Wschodniego. Po wrażeniach z ergu zachodniego moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach i już nie mogę się doczekać tych wspaniałych, ogromnych formacji piachu stworzonych przez wiatr i Boga. Nadzieję na niesamowite widoki podsyca fakt, że droga wiedzie przez erg, zaś – jak wskazuje nasza mapa - w pewnym momencie w poprzek drogi przebiegają Grandes Dunes (Duże Wydmy). Na razie jednak towarzyszy nam pasmo górskie. 286.jpg Mijamy kolejne, typowe miasto algierskie. Dominuje kolorystyka ziemi, „pudełkowe” domy podobne do poprzednio widzianych, są bardzo często niewykończone, lub wręcz niedokończone – z wystającymi drutami zbrojeniowymi kolejnej kondygnacji. Właśnie w tym mieście pierwszy raz mamy możliwość na własne oczy doświadczyć, że tu także pada deszcz! Sądząc jednak po bawiących się w kałuży dzieciach, nie jest to zjawisko częste. 291.jpg 292.jpg Deszcz, deszczem, ale cień nadal jest na wagę złota ![]() Ludzie nauczyli się wykorzystywać każdy jego skrawek. 293.jpg W mijanej, bardzo ładnie utrzymanej wiosce zatrzymujemy się na kawę i ciastko. Wypijamy po dwie „cafe au lait” (kawa rozpuszczalna robiona na mleku) i po tutejszej, mocnej „espresso”. Do kawy – ciastko. Od właściciela dostajemy sok w prezencie. Rachunek to około 3,20zł. 288.jpg 289.jpg Przy wjeździe na tereny pustynne zostajemy zatrzymani do kontroli. Żandarmeria ewidentnie nie jest zadowolona, że chcemy jechać dalej. Dopytują co mówię żonie, szarpią gps do tego stopnia, że zastanawia mnie, czy uchwyt wytrzyma, macają nasze bagaże. Mój stoicki spokój chyba ich przekonuje i w końcu nas puszczają. Otaczająca przyroda nie pozwala wątpić, że jesteśmy na Saharze. Jeśli tylko taką możliwość to na postój obieramy zacienione miejsce. 294.jpg 295.jpg 297.jpg 299.jpg 300.jpg Nagle w interkomie słyszę: - Zatrzymaj się jak możesz. Za dużo wody wypiłam i muszę do toalety. Najlepiej, jakby była jakaś górka, żebym mogła się za nią schować. Weź teraz i górkę wyczaruj ![]() - Musisz jeszcze chwilę wytrzymać. I po 100 km... Udało się. Jest górka. Trzeba było do niej dojść jakieś 10 minut od drogi, ale jest. Żaba poszła, a tu nagle zbliża się bus. Podejrzanie wolno jedzie. W środku dwóch chłopa. Z busa wychyla się facet i pyta, czy wszystko w porządku. Tak, w porządku. Pojechali. Po kilkunastu minutach bus znowu podjeżdża do mnie, jednak z przeciwnego kierunku. Z tego wniosek, że zawrócił. Trochę mi się to nie podoba. O co chodzi? Jeśli chłopaki chcieli pogadać, czy zdjęcie, mogli to zrobić od razu. Tymczasem z busa wyskoczył gość i… wręczył mi wodę i daktyle ![]() ![]() ![]() To nie pierwszy nasz dzień w tym kraju, a ja ciągle czuję się zaskoczony zachowaniem miejscowych. Witamy w Algierii! Pyszne! Obżarliśmy się już tych owoców od początku podróży, ale te były wyjątkowe. Dopiero w Algierii dowiedziałem się, że jest ok. 60 gatunków daktyli. W Ghardai mieliśmy okazję jeść je zanim zdążyły się całkowicie skarmelizować. Smakują zupełnie inaczej. A wyglądają tak: 300a.jpg Na mijanej po drodze na budzie a’la przystanek autobusowy dostrzegłem mazgaj. Napis sprayem głosi: Czcijcie Allaha (jeśli dobrze przetłumaczyłem pierwszy wyraz). Myślę sobie: jak bardzo ci ludzie muszą wierzyć w Boga, że wypisują sprayem takie rzeczy? Jak widać, tu kwestie wiary traktowane są bardzo poważnie. 296.jpg Pustynia po raz kolejny zmienia swoje oblicze, aż w końcu wjeżdżamy w Wielki Erg Wschodni. Mijamy studnię. Niestety, wydmy nie są tu zbyt wysokie, zaś zabudowa dość intensywna. Miałem nadzieję, że znowu spotkamy widoki podobne do tych na Wielkim Ergu Zachodnim, a tu rozczarowanie. Żałuję tym bardziej, że po szumnych zapowiedziach na mapie „Grandes Dunes” napaliłem się jak szczerbaty na suchary. Może są one na tyle daleko, że po prostu nie widać ich z drogi? Piach ma tu zdecydowanie jaśniejszy kolor – na zdjęciach wydaje się on nawet intensywniejszy niż w rzeczywistości. Do tego stopnia odbijał słońce, że blenda w kasku okazała się niewystarczająca i musiałem dodatkowo założyć ciemne okulary. 301.jpg 302.jpg 303.jpg 304.jpg 307.jpg Gorąco, jak zwykle. Fakt faktem, nie mogę narzekać, bo sam wybrałem najgorętszą porę roku na odwiedzenie najcieplejszego miejsca Sahary. W sumie to lubię ciepło. I – o dziwo – zupełnie dobrze je znoszę, choć przed wyjazdem zdecydowanie się go obawiałem. W ostatnim roku przybrałem parę kilogramów i w maju dotarła do mnie myśl: przecież ja sczeznę w tej Algierii taki gruby. Próbowałem zrzucić zbędne kilogramy, ale co można zrobić przez 2 miesiące ![]() Nie do końca wiemy, jaki był rekord temperatury, bo w krytycznych momentach żadnemu z nas nie chciało się patrzeć na termometr. Zauważyłem natomiast pewną prawidłowość odnośnie temperatury. Organizm zaskakująco szybko potrafi się do niej przyzwyczaić. Ponieważ jechaliśmy do Algierii na kołach, powolutku, z każdym dniem temperatury rosły. Nie był to dla organizmu szok, że z 10 czy 15 stopni w Polsce przenosimy się w 30 czy więcej, lecz każdego dnia zwyżka o 2-3 stopnie. Przy tym punktem początkowym było gorące lato w Polsce. Dlatego też moje obawy okazały się nieuzasadnione – dawałem radę funkcjonować także na południu Algierii. Natomiast nadspodziewanie dobrze temperaturę znosił Harley. Co prawda dokonałem dość konkretnych modyfikacji w silniku (konkrety na końcu relacji), ale nie byłem pewien czy będą one wystarczające. Inna sprawa, że nic więcej zrobić się nie dało ![]() 305.jpg 306.jpg 308.jpg 309.jpg 310.jpg 311.jpg A teraz ciekawostka: piękne, duże diuny za ogrodzeniem luksusowego ośrodka. 311.jpg Jesteśmy już w El – Oued. Hotel jaki udało nam się znaleźć okazał się bardzo sympatyczny. Przed wejściem rośnie krzew z bawełną. Wyjątkowo motocykl parkuje na zewnątrz, bo… krawężnik był za wysoki, żeby go pokonać ![]() Jestem trochę zmęczony, ale klima działa, jeszcze tylko kąpiel w chłodnej wodzie i za pół godziny będę jak nowonarodzony. Odkręciłem kran i o mało się nie poparzyłem! Pewnie odkręciłem ciepłą wodę. Ale nie… kurek właściwy – powinna lecieć zimna. Pewnie jest odwrotnie podłączony. Jednak zawór „z czerwoną kropką” także podaje gorącą. Ponieważ rury są puszczone po ścianach upewniam się, że ta do „zimnej wody” zasila również WC. A tymczasem w kranie leci z niej wrzątek !? !? !? Zasuwam do recepcji, bo nie wiem o co tu chodzi… Może rury w całym hotelu są źle podłączone? - Jesteście na pustyni. Tu woda w rurach się nagrzewa. Obok prysznica stoi kubeł. Wlejcie do niego wodę i poczekajcie aż się ochłodzi. Później można jej używać. 314.jpg 315.jpg 317.jpg Widoczne na zdjęciu budynki to charakterystyczne dla saharyjskiej zabudowy tzw. domy kopułowe. Ponoć taka konstrukcja powoduje, że mniej się nagrzewają. 312.jpg Idziemy jeszcze przejść się po mieście, wymienić pieniądze i oczywiście coś zjeść. 313.jpg 318.jpg 319.jpg Tak wygląda brama do miejscowego suku. 320.jpg Po powrocie do hotelu - zimne piwko i padamy na twarz. To zimne piwko to oczywiście żart ![]() ![]() ![]() Ostatnio edytowane przez Dredd : 13.02.2022 o 10:45 |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
![]() |
||||
Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
(2018) поездка b Памир - czyli opowieść o tym, jak Gienia, Efcia i Słoń Dominik Pamir zdobywali | trolik1 | Trochę dalej | 167 | 05.05.2021 07:26 |
Rumuński Nałęczów czyli wycieczka w Karpaty (sierpień 2018) | Gończy | Trochę dalej | 23 | 27.11.2018 08:35 |
Sama na wyspie ludożerców – czyli Królowa na BMW GS Challenge 2018 | Sierdiukov | Imprezy forum AT i zloty ogólne | 23 | 14.09.2018 21:56 |
Fireblade na Saharze - tak tez mozna... | sambor1965 | Kwestie różne, ale podróżne. | 26 | 26.02.2010 22:45 |