|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#621 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 761
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 14 godz 34 min 34 s
|
Dzięki Faziku.
Należy Ci się przed nastaniem ciszy coś ode mnie extra. Opowieść noworoczna w dwóch aktach Akt pierwszy. Z eteru świata równoległego. Przyszłość Polski pod rządami siły sprawczej Brukseli. Pieniądze z Unii znów płyną do Polski szerokim strumieniem. Kamery migają, konferencje się mnożą, a politycy z minami księgowych, którym właśnie odblokowano kartę kredytową, przekonują, że oto wróciliśmy do głównego nurtu Europy. Słowo "suwerenność" schowano głęboko do szuflady, pewnie obok "repolonizacji' i "wstawania z kolan'. Teraz się nie wychyla. Teraz się rozlicza faktury. Bo te miliardy nie są żadnym darem. To nie manna z nieba ani nagroda za dobre sprawowanie. To pieniądz warunkowy, polityczny, obciążony ideologicznym leasingiem. Dostajesz, ale w pakiecie instrukcję obsługi państwa. A raczej: aktualizację oprogramowania, której nie możesz odrzucić. Rząd, który jeszcze wczoraj obiecywał silną Polskę w silnej Europie, dziś coraz częściej przypomina lokalnego administratora unijnego projektu. Szeryfa Brukseli eleganckiego, uśmiechniętego, mówiącego płynnie w kilku językach, ale podejmującego kluczowe decyzje w rytm kalendarza Komisji Europejskiej, nie wyborców. Demokracja? Owszem - dopóki głosuje, jak trzeba. Unijne środki płyną, więc trzeba płynąć z prądem. Reforma sądownictwa - do poprawki. Energetyka - zgodnie z pakietem klimatycznym, nawet jeśli rachunki przerażają bardziej niż prognozy pogody. Migracja, solidarność europejska, nawet gdy lokalne społeczności nie miały nic do powiedzenia. Wszystko da się uzasadnić: bo fundusze, bo rynki, bo Bruksela patrzy... I będzie tak do 2027 roku. Do wyborów, które zapowiadają się nie jako starcie wizji Polski, ale jako plebiscyt lojalności. Nie wobec narodu, lecz wobec europejskiego centrum decyzyjnego. Kto lepiej gwarantuje stabilność? Kto nie będzie zadawał niewygodnych pytań? Kto podpisze się pod kolejnym kompromisem, zanim jeszcze pozna jego treść? Prawdziwa debata o przyszłości kraju została zamieniona w technokratyczne zarządzanie oczekiwaniami Brukseli. Suwerenność sprowadzono do przypisu, a interes narodowy do prezentacji w PowerPoincie. Polska ma się rozwijać, ale odpowiedzialnie. Ma być ambitna, ale "w ramach'. Ma mieć głos - pod warunkiem, że nie będzie zbyt głośny. Największym paradoksem jest to, że wszystko to dzieje się przy aplauzie części elit, które jeszcze niedawno biły na alarm, gdy ktoś w Europie Zachodniej próbował pouczać Polskę. Dziś te same pouczenia nazywa się "standardami", a podporządkowanie - dojrzałością. Pytanie brzmi nie - co dalej po 2027 roku?, lecz: czy wtedy będzie jeszcze o co pytać. Czy Polska będzie podmiotem, czy już tylko dobrze zarządzanym regionem peryferyjnym Unii. Z flagą, hymnem i miejscem przy stole - pod warunkiem, że nie pomyli miejscówek. Pieniądze płyną. Cena przyjdzie później. Jak zawsze. Cdn.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#622 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 761
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 14 godz 34 min 34 s
|
Akt drugi.
Dziadku, drogi dziadku... Bajka będzie o panu inżynierze. Enerdowska, jak tytułowa. Pewnego, dnia upadłą, enerdowską wieś odwiedził pan i pani inżynier. Inżynierska para szukała swojego miejsca na ziemi. Po niemałych perypetiach kupili we wsi jej kawałek (tej ziemi) i postanowili się budować. Wcale nie było łatwo na początku, bo wieś bała się bogatych miastowych. Doszło do tego, że jakiś sygnalista enerdowski doniósł władzy, że na tej działce dzieją się rożne, dziwne rzeczy. Pan inżynier się nieco zdziwił ale postanowił użyć fortelu. W słynnej Wytworni Podlaskich Likierów nabył kilka 5-tek eliksiru. Coś na wzór tego z Poprawki z geografii Polski. Owa "poprawka" to jedna z równie słynnych, zakazanych ksiąg prawiących o przygodach małpy mówiącej ludzkim głosem. Księgi spisane zostały w czasach, kiedy małpa była małpą, murzyn murzynem a z wanny dało się zbudować wannolot. Zatem oczytany porządnie pan inżynier, przeszedł się po wsi (zakolendował tak jakby) i częstował mieszkańców w zależności od ich płci - "kawą" lub mlekiem od wściekłej krowy. W ten sposób wpuścił do enerdowkich mózgów słowiańskiego wirusa. Wirus zaczął działać. Mieszkańcy wsi nie zaglądali już na plac budowy, by pana inżyniera podpierdolić ale z czystej ciekawości. Pan inżynier częstował kawą i mlekiem z jeszcze większą intensywnością. Wirus opanował całą wieś. Pan inżynier zastosował jeszcze jeden wybieg. Na działce postawił Wóz Drzymały 2, który przez to, że nie był trwale związany z gruntem... Pozwalał po prostu grać na nosie "nadzorowi budowlanemu". Ale nie do końca o tym. Pan inżynier okazał się przy tym niezwykle pomysłowym Dobromirem. Zaopatrzył się lub zbudował sobie wszystko, co było niezbędne do budowy domu. Kupił zepsutą koparkę/ładowarkę - naprawił. Zbudował sobie tartak itd. Stał się niemal samowystarczalny i nagle... Potrzebny we wsi. Do tej pory we wsi panował marazm. Jak za dotknięciem różdżki pani Leszczyny wszystko zaczęło się we wsi zmieniać. Pan inżynier umiał praktycznie wszystko to, co jest potrzebne do przetrwania w prerii samotnej parze ranczerów. No kurwa wszystko. Dysponował jeszcze jedną cechą. Potrafił pomagać i integrować wokoło siebie ludzi, aktywizować ich społecznie. Zaskakiwał pomysłowością. Pewnego dnia przywiózł na wieś dwa... byki. Po kolei... Cdn.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#623 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 761
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 14 godz 34 min 34 s
|
W jeża mordę.
Wczoraj, w dniu moich faktycznych urodzin odszedł Erich von Däniken. Pewnie dlatego przyśnił mi się... Tusk. To wyraźny sygnał, by zerwać się ze smyczy, bo świat stanął na głowie. Oczywista świat demokratycznej i pełnej wartości Europy. Tego dnia i mca urodziła się prócz mnie Strażnik Domowy i nestorka naszej małej kamienicy. Z tej okazji dostaliśmy od Pani Wandy nalewkę. 10 stycznia urodził się George Foreman. Ten, którego stłukł Ali w Kinszasie. Ale to walka Forma z Ronem Lele ma większy ciężar gatunkowy dla mnie. Jutro z rana dokończę enerdowską bajkę/sen, został sam finał i zapadnę w obiecany sen zimowy. Z tego, co widzę odebrano możliwość usunięcia/edycji posta, co nie ma znaczenia dla ludzi, którzy mało piszą a trochę ogranicza tych, co piszą więcej. Coś jak ja ale to rzadkość. Nowa konwencja wpisuje się jednak znakomicie w to, co powinienem robić. Czyli - milczeć. Od poniedziałku wdrożenie terapii szokowej. Zamiana słów na złoto. Wchodzę w to. Denominacja mowy. 1000 słów na jedno. Na papierze ten rygoryzm w innej formie. Tymczasem jutro finał bajki.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#624 |
|
Fazi przez Zet
![]() Zarejestrowany: Mar 2009
Miasto: Berlin
Posty: 7,763
Motocykl: RD07
Przebieg: ∞
Galeria: Zdjęcia
Online: 10 miesiące 3 tygodni 3 godz 13 min 4 s
|
Legenda głosi, że tak powstają codziennie rano legendy w enerdowskich bajkach
20260112_080532.jpg I zyli długo i szczęśliwie.
__________________
Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. |
|
|
|
|
|
#625 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 761
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 14 godz 34 min 34 s
|
Finał enerdowskiego snu.
Kiedy było już pięknie, byki waliły kupę na kompost, dla potrzeb własnego ogródka, we wsi pojawił się agent. Przykleił się do naszego bohatera i jak to się pisze w bajkach dla dorosłych zaczął mu wchodzić w dupę. Esencja moralności, arbiter ortografii - Herr Dot alias Punkt. Zwiedził wszystkie dupy świata. Najlepiej jednak czuje się w czarnej. Zawsze zostawia po sobie charakterystyczny podpis. Jedni trzy krzyżyki, drudzy 8 gwiazdek. On trzy kropki, stąd łatwo poznać gdzie był. Ta bajka się nie kończy. Nie ma swojego, charakterystycznego dla normalnych bajek końca, bo to jest bajka enerdowska. To nie jest jednak problem Fazika. Problemem (brakuje mi właściwego słowa) Fazika jest wrzód na dupie. To nie jest normalny wrzód. To marker stanu zapalnego. Bezdomni mówią na niego El Primero Pioniero. Zawsze da piątaka, nawet jak nie ma. Wtedy piątaka przybija. Ale on jest "ciu ciu ciu" do czasu. Jeden morał z bajki wyciągnąć można już. Jeden człowiek dużo może. Może zrobić dużo dobrego i wszystko spierdolić. ![]() Powyżej łeb El Primero Pioniero z dnia 2018-01-10. Z dnia jego urodzin. Wstrząśnienie mózgu na samym początku przygotowań do Szlakiem Grąbczewskiego 1889-2018. Rok 2018 był jednym z najgorszych w moim życiu z jednej strony, z drugiej pięknym doświadczeniem. Ilu ludzi próbowało mi wtedy pomóc i... pomogło. Potem nastał kowit. Czas próby. Zdałem wewnętrzny egzamin. Zdała go Strażnik Domowy. Dzisiaj nie marzę o podróżach. Marzę, by być lepszym. Chcę być nikim. Kimś dla najbliższych. Bohater naszej bajki ma dwa byki, ja będę miał konia i łódkę z żaglem. Na urodziny dostałem dłuta i dwie piły japońskie. Znaczy pieniądze na nie. Tak się pierwszy raz umówiłem. Wrócę tu, jak zbuduję model stodoły w oparciu o tradycyjną (zabytkową ciesiołkę). Będzie do złożenia jak klocki lego. Skala mniej więcej jak 1:10. To może potrwać. Faziku, ajlowiu. Jeszcze nie jeden raz świat zadziwisz.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#626 |
|
Administrator
![]() |
Zauważyliście, że na końcu zawsze jest rodzina najważniejsza, nie mówię o końcu życia, ale w pewnym momencie dochodzimy do takich wniosków. Część dochodzi do nich na początku, część na końcu. Nie liczy się stan posiadania, w każdym aspekcie i materialnym i duchowym. Bez względu na to ile mamy to na koniec jesteśmy z rodziną.
Wydaje się nam w życiu, że za mało mamy i ciułamy wspomnienia, pieniądze, władzę i co tam jeszcze, a na koniec a może to początek, jesteśmy i chcemy być z Rodziną. Bo to zajebista przygoda ta RODZINA... i wcale ta RODZINA nie musi być z krwi....
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|
|
|
#627 |
![]() Zarejestrowany: Nov 2012
Miasto: Ze wsi jestem w ZMY
Posty: 3,320
Motocykl: Tmax 500+e-rewer.
Online: 8 miesiące 1 dzień 15 godz 10 min 45 s
|
Nie wiem jak jest na końcu
aleznam rodziców, którzy tłamszą latami swoje dzieci. dzieci, którzy swoich rodziców nie odwiedzają na łożu smierci lub pogrzebie Rodzina jest wygodna ekonomicznie dla pewnej płci. Poświęć jeden dzień na korytarzu sądowym, pomóż dzień w hospicjum. Tam można zobaczyć rodzinę na końcu. |
|
|
|
|
|
#628 |
|
Słońce do 31.10.23
![]() Zarejestrowany: Jul 2022
Miasto: Podlasie/Tajlandia
Posty: 466
Motocykl: CRF1000
Przebieg: 27000
Online: 1 tydzień 1 dzień 19 godz 1 min 35 s
|
Nie to że się chwalę, ale miałem szczęście mieszkać i pracować w ponad czterdziestu krajach. Poznałem chyba wszelkie główne narodowości, religie i ideologie.
Na końcu najważniejszy jest spokój, przychodzi zawsze taki moment, że po prostu zaczynasz mieć wyj....ne na drobnicę a doceniasz to, co cię uspokaja. Cokolwiek to jest i jakkolwiek to nazwiemy. Człowiek na końcu życiowej drogi, z bagażem doświadczeń, po prostu chce spokoju. |
|
|
|
|
|
#629 | |
|
Administrator
![]() |
Cytat:
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|
|
|
|
#630 |
![]() Zarejestrowany: Nov 2012
Miasto: Ze wsi jestem w ZMY
Posty: 3,320
Motocykl: Tmax 500+e-rewer.
Online: 8 miesiące 1 dzień 15 godz 10 min 45 s
|
Rodzina motocyklowa?
Rozważ, jak trudno jest zmienić siebie, a zrozumiesz, jak znikome masz szanse zmienić innych. Pewnie pisane po winie. Mazurkas-fajne doświadczenie. Zazdroszczę! Ale w tym spokoju masz jeszcze ten atomowy młodzieńczy napęd do "robienia rzeczy"? |
|
|
|