|
|
#741 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 922
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 11 godz 17 min 8 s
|
Stoimy tak pod płotem ze Strażnikiem Domowym `i wspominam historie z babcinego podwórka... - Co było dalej? Furtka zamykana była na taki charakterystyczny skobel. Kiedy jakąś resztką sił się do niej wspiąłem nie mogłem tego skobla nacisnąć. Przede mną kilka metrów do kolejnych drzwi od sieni... Widzę je przez mglę. Nagle furtka puszcza. To impuls, który jest sygnałem dla ostatniego strzału adrenaliny. Nie pamiętam, jak znalazłem się w sieni. Dopiero wtedy w drzwiach od kuchni pojawiła się babcia... - Synku, co ci jest? Potem cisza. Obudziłem się wieczorem. W świetle lampy naftowej ujrzałem babcię siedzącą przy mnie na skraju łóżka. Ginąłem w ogromnej poduszce przykryty kołdrą. Obie wypełnione puchem gęsim. Było mi ciepło. Babcia podeszła do pieca. Z kuchni zdjęła kubek z mlekiem. Tradycyjnie... Z dodatkiem masła, wyciśniętym czosnkiem, łyżeczką miodu... - Pij wnusiu. Wypij i śpij. Rano obudzisz się z nowymi siłami i wszystko babci opowiesz. Babcia ponownie podeszła do pieca i zdjęła z niego mój sweter. Na przypiecku stały same filce z walonek. Z takim obrazkiem zasnąłem. Kiedy mnie babcia rozbierała do łóżka wszystkie ciuchy miałem zamarznięte na kość razem ze skarpetami. Wszystko zmarzło na mnie na dystansie niecałych 80-ciu kroków. Może dlatego 45 lat później, niedaleko mojej obecnej "małej ojczyzny" bez cienia egzaltacji brnąłem w rozlewiskach Biebrzy pod Dolistowem na pożegnanie zimy. Ale wtedy nie było -9, jak wskazywał babciny, rtęciowy termometr tylko kilka (bodaj trzy czy cztery) stopni na plusie. Opis tej wycieczki w trybie lat z epoki MWW3 na którym sobie jechałem - poniżej w linku. Jeszcze 5 tyg. wcześniej leżałem na oddziale Szpitala Marynarki Wojennej za rogiem willi państwa Wałęsów. Zabieg usunięcia przepukliny pępkowej mnie tam czekał. Nomen omen w fajnym towarzystwie. Zakonnika (misjonarza) i emerytowanego pułkownika lotnctwa. Ten ostatni służył w Bośnii cudem przeżył ale zasłynął czym innym. W którymś z Borewiczów zaangażowano go i... śmigłowiec, który miał pilotować w jednej ze scen. Niby nic za komuny ale scena wymagała pilota z dużym doświadczeniem i umiejętnościami ponieważ śmigłowiec miał latać w... centrum Łodzi na bardzo niskim pułapie. Wszystko szlo gładko, dopóki nasz pilot nie wtarabanił się między wieżowce (co zakładał scenariusz). Z okien bloków posypały się szyby od fali uderzeniowej i zrobiła się afera. Afera, bo śmigłowiec tak jakby załatwiono z wojskiem na lewo. No i takie tam. Zatem kto chce wiedzieć jak to było z brodzeniem Biebrzą i zaczemu, opisane tu: http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/ Idealna opowieść dla wielbicieli trybu lat 80-tych. W sam raz do poduchy dla moich sympatyków. Dzisiejszy dzień żegnam z przytupem. Baby nie tylko na motóry.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|