Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27.04.2026, 13:52   #31
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,423
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 dni 7 godz 44 min 56 s
Domyślnie

A dziękuję Melonie. Już zacząłem samotnie usychać...

Ale to nie koniec wycieczki. Jesteśmy w innym wymiarze.
- Rany Julek... Dumam, patrząc na przemoczone buty... Chyba trzeba będzie utajnić fakt mokrych butów. Rzucam w eter, ot tak...
Ale bylaby bura, gdyby tata był z nami/ Śmieje się Marysia.
- A z dziadkiem?
P. R.Z.Y. G.O.D.A! odpowiadają szkraby chórem.

To co... zwijamy się. Pójdę sprawdzić drogę ewakuacji przodem. Wygląda na to, że czeka nas spora wspinaczka z rowerami.
- Idź dziadek przodem, my za tobą.
Zatem pcham rower pod górę. Zatrzymuję się w polowie i patrzę jak sobie moje drapichrusty radzą.



Patrzę i... w moim sercu podziw dla współpracy jaka tu ma miejsce, powoli zastępuje duma. Normalnie jestem wzruszony.
najpierw trzeba było rower Marysi ze skarpy przy brzegu wtarabanić na ścieżkę, bo w ferworze parkowania się zsunął.
Kacper ciągnie za przednie koło, Marysia za tylne. Rower Marysi aluminiowy, lżejszy od kacperkowej stali. Zatem Marysia wyprzedza Kacpra, który mozolnie swój rower pcha, zostając jednakowoż z tylu. Marysia się ogląda, porzuca rower i wraca do brata.
Wspólnie pchają jego rower....



Podziw, duma, satysfakcja, szczęście. Widząc tę współpracę jestem po prostu spełniony.

Dochodzimy jednak do kilkunastometrowego odcinka, na którym muszę przenosić rowery. Po kolei, jeden za drugim. Tymczasem szkraby, w tych mokrych butach szaleją wśród młodnika modrzewi.
- Dziadek, nazbierałam tych zielonych igiełek. Zrobimy z nich napar!
To modrzew Marysiu. Sprawdzimy w domu w internecie, czy będzie możliwy do picia.
- Ja sprawdzę w telefonie? Szelmowski uśmiech z zawieszonym pytaniem.
A ty cwaniaczku... Wiesz, że z dziadkiem telefon w twoich rączkach ma tyle szans co... pierdzik w huraganie ale... po takiej wycieczce, zobaczymy, co da się zrobić

Do ścieżki rowerowej kilkaset metrów drogą szutrową. Po przypomnieniu zasad bezpieczeństwa ruszamy. Nieznaczny ale jednak ruch samochodowy ma tu miejsce.
Marysia prowadzi naszą kolumnę rowerową, kiedy nagle!!...
__________________
Hering vagy. Még ha a köveid Sziléziától Pomerániáig szarná is magukat, akkor sem lennék egyedül, ha itt írhatnék magamnak.
Elwood
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27.04.2026, 14:59   #32
CzarnyEZG
Moderator
 
CzarnyEZG's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Aug 2013
Posty: 3,213
Motocykl: RD04
CzarnyEZG jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 tygodni 6 dni 2 godz 21 min 36 s
Domyślnie

Takiś mondry?

A dzieciakom wytłumaczyłeś dlaczego jak wrzucają do wody kwadratowy kamień, to się fale w formie kółek robią?
__________________
www.kolejnydzienmija.pl

2014: Żatki Bolek na promie kosmicznym
2015: Veni Vidi Wypici
2016: Muflon na latającym gobelinie
2017: Garbaty Jednorożec
2018: Czarny Jaszczomp
2019: Rodzina 50ccm plus
2020: Żółwik Tuptuś
2021: Chiński Syndrom
2022: Nie lubię zapierdalać
2023: Statek bezpieczny jest w porcie,
ale nie od tego są statki
2024: Uwaga bo ja fruwam
2025: Ekwipunek Załogi Gogurka
2025: Cztery i pół Afryki
2026: Bambo ze Zgierza
CzarnyEZG jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27.04.2026, 16:38   #33
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,423
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 dni 7 godz 44 min 56 s
Domyślnie

Jo! Po płaskim uważasz Szanowny, że kółek nie będzie? Ja wiem, że będą ale ja wiem... wszystko

Wracamy do ...!!
Marysia zalicza fik... na szutrze przed kierownicą i ...ołek za. Uślizg przedniego koła pod górkę. Zbiera się jednak szybko i... nic! Otrzepuje się z szutrowego kurzu.
- Dobrze, że założyłam długie spodnie! Były by kolana zdarte.
Po chwili:
- Dziadek! Jeszcze łańcuch mi spadł!
Zakładam. Ani śladu po sztucznym dziadku. Dłonie dziadka klasyka. Ubrudzone konkretnie. To już trzeci łańcuch tego dnia. Jeden Kacprowi, dwa razy Marysi ale jazda konkret.
Kto tam pamięta o mokrych butach.

Pizga konkretnie. Wracamy pod silny wiatr ale wrażeń tyle, że nikomu to nie przeszkadza. Dwa spore podjazdy przed nami.


To już ostatni. No prawie.

Kacper goni Marysię. Nie dogonił. Ale za górką "ucieka". Szatan musi wygrać cały etap. I wygrywa.

Nam z Marysią został jeszcze ostatni odcinek.


Dopiero tu czuje, że jest umordowana.

Do domu rzut beretem.
Wpadamy na chatę. Kacper już babci melduje, że... Marysia dodaje bo...
Ja siadam na kanapie. Podbiega do mnie Mikołaj. Wspina się mozolnie po nodze na kolana, staje przy barku i manifestuje swoją radość waląc dziadka rączka po głowie. Na koniec próbuje się na dziadka wspiąć...
Jak to robi Marysia i Kacper do dzisiaj. Tradycja.

Kacper niezmordowany...



Marysiu... Patrzę na obraz za oknem. Może... poczytamy coś? rzucam w eter z nadzieją, że będzie chwila spokoju.
- Dobra dziadek... Chwilę się zastanawia... A może zagramy w ping ponga?
Matko Bosko...

Czytamy wieczorem. To znaczy Marysia czyta. Czyta jak z nut.
Co to za bzdurna bajka? Pytam.
- Eee... to dla czterolatka i czyta dalej.
Płynnie, z intonacją.
- Ty przypadkiem nie znasz ją na pamięć?
Nieee... Czytałam ją ostatni raz chyba z pół roku termu.
Babcia w międzyczasie szuka miotły, by "coś tam pozamiatać" jak to babcia. Chodzi po całym domu i nie może znaleźć.
- Marysiu, nie wiesz gdzie w tym domu jest miotła?!

Babciu... Pytana się uśmiecha.
W TYM DOMU MIOTŁA MOŻE BYĆ... WSZĘDZIE.

Kładziemy dzieci spać. babcia układa Marysię, ja Kacpra do snu. Muszę się położyć koło gagatka. Okłada mnie swoimi maskotkami, przytula, ściskając mnie mocno. Leżę na za małym łóżku, jak na madejowym. Skręcony, opatulony. Mijają minuty. Oddech Kacpra staje się regularny.
Powolutku wstaję. Kacper się przewraca, szuka lewą rączką czegoś/kogoś, kogo tam nie ma. Wracam na pozycję. Podsuwam moją dłoń pod jego rączkę. Ściska ja mocno i przyciąga do siebie.

Czuję w takiej chwili ogromną więź z tym małym ciałem. Nie ma lepszej terapii, leku jak ten kontakt.

Matjas... Choćby twoje skały srały od Śląska po Pomorze, nie będę samotny, pisząc tu dla siebie.

P.S.
Wracamy że Strażnikiem Domowym do domu. Jutro jednak ponownie się spotkamy. Będę niespodzianką o poranku i kibicował im na poważnych zawodach w judo.
Marysia osiągnie pierwszy taki "życiowy sukces". Stanie na najwyższym stopniu podium. Kacper tym razem na trzecim miejscu ale po wspaniałym boju, w ostatniej walce.

Na 7 sekund przed końcem walki sędziowie zatrzymują zegar. W tym momencie drapichrust jest upominany, za nieprawidłowy chwyt. Przegrywa przez wazari. Ma już za sobą dwie przegrane walki. Do tej pory walczył, jakby nie był sobą. Jego trenerka (mistrzyni Polski, medalistka mistrzostw Europy) powie potem.
- Nie nie wiem, co się stalo... Na treningach rzucał kolegami jak workiem kartofli a tu...
Zegar pokazuje 7 sekund. Na przeciw niego chłopak wyższy o głowę, masywniejszy, cięższy... Sędzia wydaje komendę hajime! Zacisdkam pięści, wargi i wszystko!
7...6...5...4...3...2...1 RZUT!! W ostatniej sekundzie!! Wazari! Ale to remis... Sędziowie się naradzają. Sędzia na macie podchodzi, każe ustawić się zawodnikom na przeciw siebie. Ręką wskazuje... Kacperka!!



2h później walczy Marysia. IPPON, WAZARI, IPPON. Hurrra, hurrra, hurrra!!



Z wrażenia podwoiłem liczbę klubów.
Ale impreza na 6 fajerek była.



Na matach powyżej tylko młodsze roczniki. Połowa startujących zawodników.

Do zobaczenia!

__________________
Hering vagy. Még ha a köveid Sziléziától Pomerániáig szarná is magukat, akkor sem lennék egyedül, ha itt írhatnék magamnak.
Elwood

Ostatnio edytowane przez El Czariusz : 27.04.2026 o 17:15
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 23:51   #34
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,423
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 dni 7 godz 44 min 56 s
Domyślnie

Tę historię opowiem na kolejne dobranoc Kacprowi. Ale najpierw gdzieś, w jakiś krzakach wypruje sobie flaki z Marysią. Któreś z nich będzie prowadziło, nieważne. Wrócą zmęczeni, umorusani, w mokrych trampkach, w niskiej temperaturze.

Będą mieli w pamięci swieżą, własną przygodę. Wtedy na dobranoc, wrzucę im placek na patelnię, na deser...

Powiedział żonie, że będzie spał z mistrzem świata w wadze ciężkiej. I technicznie rzecz biorąc, nie mylił się.
24 marca 1975 roku. Richfield Coliseum, Cleveland, Ohio.

Chuck Wepner – zawodnik przeciętny z Bayonne w New Jersey, nazywany „Krwawiącym z Bayonne” z powodu skłonności do rozcinania twarzy w walkach – zaraz wejdzie do ringu z Muhammadem Ali.
Kursy są porażające. Ali jest mistrzem świata w wadze ciężkiej, największym pięściarzem swojego pokolenia, niepokonanym. Wepner to 35-letni sprzedawca alkoholi, który przegrał tyle walk, ile wygrał.

Nikt nie daje Wepnerowi szans.
Z wyjątkiem Wepnera.

Właśnie zakończył serię ośmiu zwycięstw i czuje się dobrze. Pewnie. Gotowy. Noc przed walką kupuje żonie Phyllis niebieski, koronkowy negliż.
"Jutro wieczorem" - mówi jej z absolutną pewnością - "chcę, żebyś to na siebie włożyła. Bo będziesz spała z mistrzem świata w wadze ciężkiej".

Phyllis uśmiecha się i zgadza. Potem nadchodzi noc walki.
Przez piętnaście rund Chuck Wepner toczy wojnę z Muhammadem Alim.Ali zadaje mu wszystko. Dżaby odrzucające jego głowę do tyłu. Krzyżówki, które znokautowałyby zwykłych ludzi. Kombinacje, od których trząsł się ring.

Wepner wciąż nadchodzi.

Jego twarz jest w strzępach – rozcięta, posiniaczona, krwawiąca wszędzie. Krew leje się z nosa, z brwi, z ust. Wygląda jak po wypadku samochodowym. Ale nie pada. Potem, w dziewiątej rundzie, dzieje się coś niemożliwego.

Wepner trafia Aliego ciosem – i mistrz pada.

Muhammad Ali – człowiek, który pokonał Sonny'ego Listona, Joe Fraziera i George'a Foremana – leży na deskach.
Tłum wariuje.
Ali wstaje przy odliczeniu do ośmiu. Jest wściekły. Przez następne sześć rund katuje Wepnera, ale Krwawiący z Bayonne nie rezygnuje.

W piętnastej, ostatniej rundzie, gdy do końca walki brakuje dziewiętnastu sekund, sędzia w końcu przerywa. Techniczny nokaut. Ali wygrywa.

Ale Chuck Wepner wytrzymał piętnaście rund z największym pięściarzem świata. Powalił go na deski. Udowodnił, że serce i wytrzymałość mogą stawić czoło czystemu talentowi i umiejętnościom – nawet jeśli tylko na chwilę.

Tej nocy, zakrwawiony i wyczerpany, Wepner wraca do swojego pokoju hotelowego.
Na łóżku siedzi Phyllis w niebieskim, koronkowym negliżu. Patrzy na swojego pobitego męża i mówiąc bez wyrazu:

"Idę do pokoju Alego, czy on przychodzi do mojego?"

Wepner musi się zaśmiać. Nawet pobity do granic możliwości, nawet po przegranej – żart jest idealny.
Ale historia na tym się nie kończy.

Na widowni tej nocy jest początkujący aktor i scenarzysta Sylvester Stallone. Jest nikim – spłukanym, zdesperowanym, biorącym każdą rolę, jaką może dostać.
Obserwując, jak Wepner staje naprzeciw Alego przez piętnaście rund, jak ten przeciętny pięściarz nie poddaje się w obliczu niemożliwych szans, Stallone dostrzega coś.
Trzy dni później zaczyna pisać scenariusz o przeciętnym bokserze, który dostaje szansę walki z mistrzem świata wagi ciężkiej.

Nazywa to Rocky.

Film został zrobiony za 1 milion dolarów. Zarobił 225 milionów dolarów w kasie i zdobył Oscara dla najlepszego filmu. Wystrzelił karierę Stallone'a i stał się jednym z najbardziej kultowych filmów sportowych w historii.
Wszystko przez to, że Chuck Wepner miał serce.

Lata później, gdy ludzie pytali Wepnera o przegraną z Alim, opowiadał historię o niebieskim negliżu i śmiał się.

Bo Chuck Wepner rozumiał coś ważnego: czasem prawdziwe zwycięstwo nie polega na wygraniu walki. Polega na odwadze, by wejść na ring, gdy wszyscy mówią, że nie możesz. Na odmowie poddania się, gdy poddanie byłoby łatwiejsze. Na przejściu piętnastu rund z wielkością i wciąż umiejętności śmiania się z siebie później.

Wepner przegrał walkę.

Ale zainspirował Rocky'ego Balboę.
A potem - gdy już Hollywood opowiedziało jego historię (trochę inaczej niż było), Chuck zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Pozwał Stallone'a. I wygrał. I wtedy wydarzyła się rzecz, która udowodniła, że nawet po latach można wrócić na ring:...



Rzut mego Kacperka w ostatniej sekundzie jest wart każdej sekundy tej opowieści.

Może mój Kacper przegrać wiele walk ale zawsze mu przypomnę, tę jedną, kiedy będzie mu ciężko.
__________________
Hering vagy. Még ha a köveid Sziléziától Pomerániáig szarná is magukat, akkor sem lennék egyedül, ha itt írhatnék magamnak.
Elwood
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:57.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.