|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#871 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Wracam na chwilę do Europy.
Moja Ukraina, to rocznik 1974. A tu epicki etap Giro z tego roku. Jeden z komentarzy: to byli ludzie twardsi niż gwoździe do trumny. Ładne porównanie. Jakie kadencję... Gwoździe i uda ze stali. Głowy bez kasków, na wielu etapach końcowe podjazdy bez asfaltu. A ja...? Leżę od 13-tej w łóżku i łykam mikstury. Tak się dzisiaj napracowałem. Ale zawsze. Na wsi cieplej niż w Gdańsku. Sodomia i Gomoria z tą pogodą
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#872 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Melon zaliczył Zejście smoka, to mu polski scenariusz podsyłam.
https://youtu.be/-lO_IZaOgeY?is=84i6DF-3KZA1tDFw Zawsze miałem pewien kłopot z symboliką Niedzieli Palmowej. W końcu to jedyny tydzień w roku, co ma 8 dni. Zaczyna się radośnie a potem lecą bomby jedna za drugą. Tak... Dożyć końca tego tygodnia z radosnym finałem. Wszystko za płotem, za drogą, za miedzą, z okna, z ławki... Wszystko widać jak na dłoni. Elegancko. Wzorowo. Cudownie. ...jak wiele trzeba zmienić, by nic się nie zmieniło...
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#873 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
jaki jest najlepszy kraj do umierania? ------------------------------------------- Errata Na onkologicznym oddziale jest już za późno. Moje wyniki nie pozostawiały wątpliwości. Dawno temu Strażnik Domowy "poprosił", bym jej samej nie zostawiał. Siedziała na kanapie, ja w swoim fotelu... - Chcę odejść pierwsza.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#874 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
budzę się w Szum, w środku nocy... Gdzieś w połowie trasy kolei. Wysadzamy z Żakiem dwie Niemki, które wpakowały nam się do wagonu w Nawazibu. To znaczy pomogliśmy się im wpakować... Dwie grube, NRDowskie feministki, nie kryjące się ze swoim homoseksualizmem. Żak, jak przystało na wykształconego Francuza opanował biegle język francuski i na tym się jego językowa edukacja skończyła. Po chuj mu więcej było? Ano po chuj... skoro w całej północnej i równikowej Afryce do szczęścia komunikacji - więcej nie potrzeba? Było to dla mnie irytujące. Czepił się mnie jak rzep psiego ogona ale do sprawnej komunikacji międzyludzkiej wymagania są ciut większe... Nie byłem tkanką żywicielem. Potrafię być nieznośny, kiedy wiem, czego chcę. Możecie mnie wtedy wołami nawracać i nic to nie da. Sprzężenie zwrotne. Żak nawracał mnie jakby, swoją dobrocią bycia... Tylko do czego? Do łagodnej śmierci? Takiej wiesz, kozak... nagle przyjmuje wyrok na siebie z całą tą ewangelizacją... W porywie jeszcze kogoś i ty nawrócisz... W tym momencie trafiają ci się takie dwie cipy enerdowskie ze swoim światem liberte... Zasadniczo pogodzony z losem mogłem je olać... Wczytać się do zachodu słońca w Zielone piekło dla równowagi. Ale nie... Wdałem się z nimi w dyskusję i skończyła sie ona na tym, że nie jest specjalnym problemem dla desperaty o przeciwpołożnych poglądach (czytaj mnie) wyjebać - w takich oklicznościach przyrody, słabszą stronę w kosmos, celem prostej eliminacji. Rozlana świeżo droga mleczna na niebie, niczym astromiczny kleks wybrzmiała nagle, ku mnie sms-em. Włączyłem bowiem telefon. Z ich powodzi odebrałem jeden. Ten z domu... Pierwszy raz od tygodni nie był "cichym oskarżeniem". Pierwszy raz od wielu tygodni niósł nadzieję... Doznałem kolejnego deja vu...
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#875 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
szybciej diabła bym się spodziewał niźli Dzidki w Lublinie. Lublin na blachach Sanoka w Tiszit. Lublin w wersji autobus - żółty. Dzidkę spotkałem na rogatkach Nawakszut. W dniu jej urodzin. Wyprzedziła mnie, następnie w lusterku upewniła się, że kogoś takiego jeszcze nie widziala i zapragnęla poznać... Zatrzymaliśmy się w Tiszit. Tymczasem koronawirus szaleje w Europie - dowiaduję się. Nie wiem, co to znaczy szaleje ale zastanawiają mnie statystyki. Czytam sms od Fazika. berlin ma zapasy żarcia jeszcze tylko na dwa tygodnie... Co tam się kurwa dzieje...? Od Atar jestem już innym człowiekiem. W Nawazibu skończyła sie nasza wspólna podróż z Żakiem. Na pożeganie zagral mi marsyliankę. Powoli wracam z zaświatów, asymiluje ponownie do życia i... trafiam na Dzidkę, czystą radość z życia - nieskażoną dyplomacją. Jej Lublin w pełnym oryginale, zarejestrowany na 15 osób przypomina mojego przed rewitalizacją. Ogólnie prezentuje się lepiej, no i przede wszystkim ma sprawny system otwierania bocznych drzwi. Silnik, który napędza ustrojstwo, to silnik od wycieraczek. Mi go brakowało, teraz wiem - czego. Oryginalne kanapa i fotel kierowcy + 12 siedzeń plastikowych w kolorze blue. Pierwotnie miał iść do czarnych ludzi ale Dzidka się zafiksowała już półmilionowym nalotem i klimatem... Nie wiem, nie znam się. O sobie nic nie mówię. Coś mi się w dekiel stało i skneblowało język. Jednego dnia życie staje ci na głowie, drugiego wstajesz jak ten feniks tyle, że ze skneblowanym jęzorem. Słucham, co mówi Dzidka. Z mojej strony konwersację sprowadzam do zdawkowych pytań. 44 lata (skończone), spod Pieniężna, wychowana na kolonii wsi Radziejewo. Chłopka na hektarach, które porzuciła (zostawiła rodzeństwu), kupiła Lublina i pojechała w czarne pizdu... Skoro dojechała do Nawakszut, to znaczy, że sobie radzi... Blondyna, ponad 170cm bez obcasów (ale w kowbojkach). Nie wiem - czy brzydka czy ładna. Blondynka. Po prawniczych studiach i romansie z Warszawą. Lewicowo zryty beret. Wcześniej Franca teraz Dzidka. Nie wiem czemu ale... zabrałem się. Dlatego, że była sama. To spełniało moje zapotrzebowanie na jakość/ilość towarzyską, do tego mówiła/mówi po polsku. Zastępuje mi radio w podróży. Tu, w Tiszit już czuć wnętrze Sahary. Po te wnętrzności tu przyjechała a ja za nią.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#876 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
Dzidka czułaby się pewniej, gdyby wiedziała o mnie wszystko, ja w relacji - przeciwpołożnie. Ostatnie o czym chciałbym wiedzieć, to po co się tu znalazła? - Pewnie jesteś ciekaw, co ja tutaj robię? Nie. Ma młodszego o cztery lata brata - hipochondryka. Dwie doby stykły, bym wiedział, co się dzieje w kraju i na świecie. To strasznie determinuje dzidkowe tu i teraz. - Jedziesz autobusem taki szmat drogi... po co? By codziennie wracać do cywilizacji łacińskiej czy odkrywać czarny ląd a przy okazji trochę siebie, tej nieznanej? To było pierwsze zadane jej przeze mnie pytanie, po pierwszej towarzyskiej rozkmince. Dokładnie tak. - To licz na siebie... tak, jakby mnie nie było. Patrzę na jej wysuszone dłonie, paznokcie z resztkami lakieru. Czuje mój wzrok i od razu je usprawiedliwia. Nie ważne. Tak przy okazji robię przegląd fantów. No nie jest źle jak na wycieczkę po cywilizowanym Maroko. Kompresor jest, dobry do gumek Tico. Pompki (dobrej nożnej) nie ma. Jest podnośnik oryginalny ale nie ma go czym podeprzeć od gruntu. Wycieraczka pod nogi jak chusteczki do nosa... Nic, co można by uznać za kawałek trapu. Koło zapasowe... Można zgubić w każdej chwili. Trzyma się w szkielecie rdzy - cud, że jeszcze... Wszystko ładnie od spodu zapaćkane barankiem. Z nagrzewnicy pod ostatnią ławką cieknie płyn, pedał hamulca wpada w podłogę... Drzwiami tylnymi bym tak nie trzaskał, bo sypią się jak choinka po sześciu królach a prawy tylny słupek ma tego wyraźnie dość. Silnik jak to Andoria. Wiele zniesie. Mauretania, to doskonałe miejsce do umierania. Nim taki Lublin zejdzie dostanie minimum dwa życia. Tymczasem trza poza uzupełnieniem fantów trochę przy Lublinie podłubać. Odpowietrzyć hamulec, być może wymienić klocki (pasują od Laguny) wstawić by pass w miejsce nagrzewnicy, koło zapasowe wrzucić do środka. Nie da się tego jednak zrobić uniwersalnym kluczem do roweru. Tym bardziej ściągnąć koła.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#877 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
barak 3x4m z łóżkiem zamiast drzwi. Wokoło zamiecione do czysta, kilkanaście metrów dalej sterta śmieci. Powoli wracam w stare tryby. Dzidka do kuchni, wcześniej na bazar. Ja z "Alim" do roboty. On do przednich piast, ja na zadek. Zdejmuje obejmy, demontuję nagrzewnicę, wciskam kawałek rurki, skracam jeden przewód ciut, zakladam obejmy, skręcam. Ali podchodzi z klockami, których nie ma. Oglądam tarcze proforma. "Zlecam" czyszczenie "czego się da", bo inaczej tego nie wytlumaczysz ale Ali kuma. Wracam na zadek i ściągam zapas. Z nim cały szkielet jego ramy, ktory rozsypuje sie w piżdziec puchu marnego.. To ch...j. Zapas jest ale na 15-stce (z wersji 2,9t) i nie ten rozmiar gumy... Różnica na oko, ze 3cm w średnicy całego koła. Nasza to 225/75 zapas 195/70... Nie trzeba być Szerlokiem jadąc do Afryki, by wiedzieć, że opona tutaj, to podstawa a akacje wszyscy kojarzą z kolcami. Dzidka, to bardziej dr Watson. Akacja dla niej to piękny tupecik pustyni w czerwieni zachodzącego szybko słońca. Stan zapasu na warunki lokalne, to salonowy wyrób. "Tłumaczę" Alemu gustlikowe machniom. łapie proces w try miga. Zabiera koło i znika na dobrą godzinę. Wraca z felgą 16-stką i naszym rozmiarem opony. No coż... zamienił stryjek siekierkę na kijek więc wysyłam Alego jeszcze raz w miasto by zalatwił dwie opony na zapas ale z widoczna linią bieżnika a ten slick niech wiezie do wytwórni sandałów. Spojrzał na mnie jak Dzidka, która w lusterku zauważyła zmarszczki ale... polecenie wykonał. Wykonał przy tym gest, że to będzie kosztowało. No więc powiedziałem po polsku: - Ali, kurwa... z naszego zapasu wystrugałbym ci komplet opon do lublina! Przywież kurwa dwa zapasy, więcej niż takie od jako. Po polsku ale bez konialnego akcentu. Z butów, dopiero wyrywa Alego sałatka Dzidki. Części zapasowych nie ma, narzędzi ale worek przypraw, oliwek, czego tam jeszcze i ten dryg, by z krowiego łajna zrobić perukę dla królowej - to ma. Ten radosny blond uśmiech... nie dość, że Ali MA zjeść z nami, to jeszcze MUSI umyć dłonie. Jest Dzidka, jest miska, jest woda w dzbanku i biały ręcznik. Zaczynam tę babę lubić... Na deser odkręcam dwa pojedyńcze krzesełka z Lublina i proszę Alego by dospawał do stelarza w poziomie łącznie 8 prętów, po cztery na jeden fotelik. Wrzucam je luzem na pakę z informacją, że będą od teraz slużyły jako kamperowe krzesła na zewnątrz. Ali zalatwia mi jeszcze klucz do kół i z pewnego źródła możemy nabrać 50 litrów wody. Na finał przypominam sobie o filtrze powietrza! I bardzo dobrze, bo jego metalowy korpus jest przeżarty na wylot, dekiel zaś rozlatuje się przy demontażu. Sam filtr, to obraz nędzy i rozpaczy. Oczywista zapasowego nie mamy. Ja zajmuje się czyszczeniem rzeczonego a Ali w tym czasie ekspresowo na wzór, z dużej puszki po owocach, dorabia duplikat. Bardzo sympatyczny jegomość i kreatywny. Taka kompilacja Bikera z Fazikiem. Ona im z suszonych grzybów i maryśki torcik marcello zrobi, oni w rewanżu z zużytego filtra oleju lokownicę. I tak nam dzień zleciał. Całość kosztowała Dzidkę 50eu. W ramach tychże wymiana plynu hamulcowego z przesmarowaniem wszystkich kalamitek. Ali gdzieś zadzwonił i kazał nam czekać. Po kwadransie na rowerze przyjechał smolisty brzdąc i mieliśmy jechać za nim. Tak dojechaliśmy do chatki Alego, gdzie czekała juz na nas jego liczna rodzina.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#878 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
anatomia obłędu. 26 lutego poszedłem do kościoła. Jak co roku, raz w roku. Tego wieczora kościelnego sypią ci twój glupi łeb popiołem. Dlaczego glupi? Bo nie jest mądry. Mądry, to jest Polak po szkodzie. Sypiesz na zaś, to do spowiedzi idziesz z tym co było, jak chcesz. Potem 40 dni postu. Każdy go potrzebuje. Każdy nosi "kilogramy", które potrzebuje zrzucić. W skrajnym przypadku izolacja. W czwartek rano odbieram wyniki badań. Nie o taki wynik mi chodziło... Nie pozostawia złudzeń... Nie ma już o czym dyskutować. Na plaży w Jelitkowie nie urosną pomidory... Startujemy 28 rano. Dosiadam się do Marka po prawej. Kierunek Hiszpania - Lloret de Mar. To stały kierunek kumpla bodaj od 8 lat? Jestem tam kilka torów motocrossowych, w tym jeden cudownie położony w okolicznych górach. Apartament za grosze, zresztą kasa nie gra tu roli. Jedziemy w dwie pary. -Stary niech se jeździ. My Kasiulek w tym czasie zwiedzimy Hiszpanię. O nic się nie martw! Sama bym nie pojechała. Rumuna wysadzimy w Algeciras i tydzień dla nas. Namawiali nas od Sylwestra, jak co roku zresztą. Byliśmy tam z Rumunami te 8 lat temu, kiedy Mistrzu przeniósł obozy zimowe z Włoch do Hiszpanii. Jakimś cudem nas namówili. Mnie wiele nie trza było ale Strażnika Domowego przekonaliśmy z trudem. No, bo to nie wypada... Bo my nie mamy pieniędzy. Nie można tak na cudzym garnku... - Słuchaj Aśka... Pogadaj ze Strażnikiem, ja jestem chętny. Znasz mnie... korzystanie z uroków waszej kasy, to jeden z moich celów w życiu. Będzie mnóstwo wina, wycieczki, szopingi. Kurwa... Będzie pięknie! Ja stawiam jeden warunek. Weźmiecie mi rower! Było, jak miało być - ferie zimowe naprawdę super. Barcelona, muzem morskie, Columb, stare mapy... Wieczorami wino do oporu w sombrerze za kitajskie 2eu na czajniku. I śmiech... Wszechobecny śmiech. Pod koniec dwutygodniowego, darmowego praktycznie urlopu przysiedliśmy na kawę przy promenadzie. W słońcu może jakie 16st. Nie wiesz, jak się ubrać, idealne pole dla grypy. Wtedy zobaczyłem ją... Dopływała do brzegu. Wyszła z wody w piance przyciągając wzrok wszystkich dookoła. Większość opatulona, z szalami... A tu baba z wody... - Widzisz Rumunie! A ty co?! Kwadrans później z wody wylazł otyły jegomość. Przykuł oczy wszystkich bez wyjątku. Ociekając słoną wodą z nagiego torsu, podszedł do stolika, gdzie siedziały dwie niewiasty cudnej urody. Po drodze rzucił do kelnera: - Lornetę z meduzą bitte! ![]() - Cwaj sznaps und draj sznaps - sofort! Tak zacząłem się morsować Jedna noc zmieniła wszystko. - Czołem Rumun. Jedziemy ale stawiam jeden warunek. Zabieram rower.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#879 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
kiedy myślisz, że jest tylko źle, to wiedz, że może być tylko gorzej. W takim stanie ducha zostawiłem za plecami Europę, zostawiłem wszystkich i wszystko... Zawsze byłem uparty... W sensie potrafiłem. Potrafiłem bronić redut nie do obrony. W sensie, to nie ma sensu a tylko ty widzisz w tym sens...
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#880 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,119
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 23 godz 21 min 56 s
|
Dzień dobry,
czym jest fart? Pomiarem stanu. - Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! Czekałem na to pytanie. Wiedziałem, że w końcu padnie, nie wiedziałem tylko kiedy. Spisała sobie moje dane w Nawaszkut. W końcu to ona płaciła za malijskie wizy. W sumie za wszystko płaciła. Potem się zbyt dużo działo. W końcu Mopti... Ponoć przypadkowo mnie wygóglała. Obiecałem sobie, że jak to pytanie padnie, to nasze drogi się rozejdą. W Europie dzieją się równolegle rzeczy, których nie pojmuję. Wzbudzają mój niepokój. Dzidka jest na bieżąco, gdy tylko ma internet w zasięgu. Musi mieć łączność ze "stadem". To jej toaleta. Nie może siedzieć w łazience, to siedzi w internecie, z którego leje się "cała prawda". - Ty jesteś Elwood?! Jestem wyschnięty na wiór. Za sobą pustynia, jaką chcialem zobaczyć. Kiedy Dzidka kładła się spać stawiałem krzesło w piachu i patrzałem w gwiazdy. Ich liczba w obserwowanym Wszechświecie jest równa liczbie wszystkich ziaren piasku na planecie. Jednym słowem tryliard... W sumie dwa. Liczby, to twór stricte abstrakcyjny. Nabywają znaczenia, mając rzeczywisty punkt odniesienia. Ziarna piasku na lini horyzontu lączą się ze sobą spinając w kosmiczną sumę. Lubie bawić się liczbami. Na szczęście zbyt mało inteligentny jestem, by doprowadziły mnie do obłędu. Wiedza potrafi zabić. Nośnikiem śmierci jest strach. O Mali wiedziałem bardzo mało. Na tyle mało, że nie bałem się tam wjechać. Mauretańczycy sa jacy są. Ci na granicach są nieznośni ale takich już dawno wypraktykowałem. Bardzo pomagała nieznajomość francuskiego. Co prawda uczyłem się tego języka przez rok ale nie wiele mi to dało. W sensie tyle, co mojej żonie nieznajomość czeskiego. Kiedy pierwszy raz wsiadałem do jej Lublina, pojawiło się morze pytań. Miałem na nie jedną odpowiedź.: - Zabiłem człowieka. Ale... jak... ![]() - Chcesz wiedzieć jak to zrobiłem? Czy dlaczego? ... ![]() Zadawał mnóstwo pytań... Po przeglądzie Lublina i magicznej nocy, wróciliśmy się do Nawaszkut. Kosztowałem Dizidkę 50eu, - skoro chciała za mna jechać do Mali. W Mauretanii handel niewolnikami nadal kwitnie. W drodze do Tiszit spłaciłem dług. W Tiszit ustaliłem, że każdy kolejny dzień podróży ze mną będzie ją kosztował 50eu. Dzidka nie byla mi potrzebna. Potrzebne mi były jej pieniądze. To pozwoliło na zbudowanie między nami odpowiednich relacji. Do kupienia był również seks. Z otwartymi oczami 500, z zamkniętymi 700. W euro oczywista. W Mopti upomniałem się o kasę. 8x50, 1x700, 3x500.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|