|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
![]() Zarejestrowany: Aug 2011
Miasto: OOL-OPOLSKIE
Posty: 373
Motocykl: RD07
Online: 4 miesiące 2 tygodni 2 dni 8 godz 48 min 30 s
|
Na czas unieruchomienia sprzętów przez ewentualne lody i śniegi, chciałbym zaproponować temat który być może spotka się z zainteresowaniem...
Obok wspaniałych relacji z "Megapodróży", może powstałoby tu miejsce na krótkie opisy "nieprawdopodobnych -a jednak prawdziwych" zdarzeń, z którymi mieli do czynienia nasi Forumowicze. Dotyczyłoby m.in osobistych doświadczeń, których nie uchwyciła np. kamerka (szkoda), a wartych opisu -bądź to dla przykładu, lub ku przestrodze!.. -Przypadków pozytywnych i negatywnych, zrywających boki ze śmiechu, i stawiających "włosy dęba" w kasku!.. Z wyjazdów dalszych i tych wokół komina. -Czego uniknąłem?.. lub -ależ mi się udało!.. itd, itp. Może jakieś opisy utkną w pamięci i przydadzą się komuś w podobnych sytuacjach?.. Zachęcam do czynnego udziału w redagowaniu wątku, także tych którzy do tej pory byli tylko czytelnikami Forum. Z pewnością wielu ma "COŚ" ciekawego do opowiedzenia... To może na zachętę (z wielką nieśmiałością) rozpocznę ja: Moja Africzka + równiutki leśny szuterek + baaardzo dynamiczna jazda = "banan" dookoła głowy! ![]() ! Jeszcze nigdzie, nawet w Safari ZOO nie miałem tak bliskiego i bezpośredniego kontaktu z dzikim olbrzymem! Tak więc gapimy się na siebie uważnie jakiś czaaas... (odkrywam że jednak mam coś większego od niego.. -oczy i "pietra") po czym bydlę niespiesznie, jakby od niechcenia, przełazi przez rów, krzaczory, i wędruje stępem przez młodnik aż niknie dalej między drzewami. Gdy opowiedziałem o tym wydarzeniu znajomemu-myśliwemu, "pocieszył" mnie że tym bezruchem prawdopodobnie uratowałem swoje 4litery![]() ? Podczas rykowiska jeleniom (bykom) tak hormony walą w dekiel że nie dość że nie boją się niczego, to UWAGA! -są skłonne do gwałtownego ataku! Ten chyba należał do bardziej kumatych, i po "oblukaniu" mnie, uznał że przy tak nikczemnej posturze nie jestem godzien uwagi JEGO i jego panienek! Moje SZCZĘŚCIE że jakieś tam miał ! Ufff.. ależ mi się udało!!!
__________________
-szerokości, przyczepności i powodzonka!... |
|
|
|
|
|
#2 |
![]() Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: Wrocław
Posty: 194
Motocykl: RD07a
Przebieg: 59000
Online: 6 dni 17 godz 6 min 23 s
|
Hehe... ja z podobnych klimatów zoologicznych też mam małą przygodę.
Mam takie momenty nicnierobienia, w których siadam sobie na moto i dymam po okolicznych wiochach i lasach z reguły na północ od Wrocławia. Tak było i tej pięknej soboty. Poszedłem do garażu, odpaliłem moto i pojechałem. Po raz kolejny w kierunku Wzgórz Trzebnickich. I tak sobie latam parę godzin, jakieś wąwozy, laski, łąki i takie tam gdzie mnie oczy nie poniosą aż przychodzi pora odwrotu. Ściemnia się nieco a ja cisnę asfaltem z Trzebnicy do Obornik Śląskich. Po drodze jest Wilczyn Leśny i tam też jest bardzo fajna droga przez las z Wilczyna do Ozorowic. No z 5 km pięknego leśnego przejazdu. Nie raz tamtędy jeżdżę. Zakazów nie ma, szlabanów też nie, traktuję to jak drogę gminną. Poleciałem tamtędy i tym razem. Jak wjechałem do lasu było już ciemno. Długie mode on, staję na nogi, wrzucam 3 bieg i jadę. W pewnym momencie w zasięgu moich świateł drogowych przeleciało przez drogę, z lewa na prawo kilkanaście sztuk dzików. Kilka dorosłych reszta maluchy. Nawet nie zdążyłem dobrze hebla nacisnąć i już ich nie było. Pełne synchro. Spociłem się na dupie i w te pędy pognałem jeszcze szybciej. Dopiero potem zacząłem sobie myśleć, co by było gdyby one nie zdążyły przed moim "dzikiem"? Albo gdyby jedno w tym panicznym biegu się wyrypało a reszta posypała się na drogę? Od tamtej pory przejeżdżam ten las... i lasy w ogóle z większą rozwagą
|
|
|
|
|
|
#3 |
|
Dołączył: 28.5.2006
![]() |
Hmm...
Październik ubiegłego roku, pogranicze polsko-czeskie, jadę (afri) w gęstej mgle około północy, w pewnym momencie po lewej łania, po prawej łania, przedemną po asfalcie łania... Nie powiem, było ciekawie
__________________
Navigare necesse est vivere non est necesse. Ostatnio edytowane przez MaRP : 03.12.2012 o 00:28 |
|
|
|
|
|
#4 |
![]() Zarejestrowany: Mar 2009
Miasto: Józefin
Posty: 857
Motocykl: RD07a
Przebieg: 84000
Online: 4 miesiące 1 dzień 13 godz 20 min 39 s
|
Ja mam w sumie tylko jedną historię z poprzedniego roku .
Jakoś początek lipca Wracałem do domu jak zawszę z pracy , mostem Siekierkowskim . Nic nie zapowiadało atrakcji tego dnia aż do momentu kiedy złożyłem się zjeżdżając z mostu na wiadukcie w zakręt Usłyszałem delikatne rąbnięcie z okolic silnika Do przejechania miałem jeszcze tylko kilka kilometrów do mojej dziewczyny gdzie zazwyczaj zachaczałem wracając do domu o obiad . Silnik nie pracował źle wiec nie przejmując się dojechałem na coś do szamy Po kilku godzinach przyszło wracać do domu Afryka odpaliła bez problemu , wiec znowu wleciałem na Siekierkowski i rura do domu . Naglę przy ponad 100 km/h motocykl sobie zgasł , odpaliłem bez problemów ze sprzęgła i skierowałem się na stacje celem tankowania stwierdzając że może spaliła więcej i jej brakuje Na stacji nie musiałem gasić - zgasła sama . Zatankowałem , odpaliłem , jedynka , gaz - dojechałem do wyjazdu ze stacji, obroty spadły do jałowych i znowu zgasła . Zacząłem się trochę denerwować bo objawy podobne miałem w osobówce kiedyś a skończyło się to wtedy źle . Na domiar złego Afra zaczęła gasnąć za każdym razem kiedy obroty spadały do około 1500 . Widząc że rozładowuje mi się telefon , stwierdziłem że lepiej będzie ją na szybko zawieźć do kolegi niż pchać się jeszcze z 10km do domu Dojechałem tam bez większych przeszkód , chociaż jak wjeżdżałem do kolegi silnik wydawał już non stop dziwne dźwięki . Sam wróciłem do domu stwierdzając że wrócę po nią jutro za dnia , kiedy będzie mniał mnie kto ewentualnie podholować Następnego dnia rano Afryka ledwo ale zagadała i zaczął się powrót do domu . Poniżej 2000 obrotów świeciła się kontrolka oleju , a około 1500 gasł silnik . Silnik zaczął wydawać z siebie dźwięki głośniejsze niż zdrowa Afryka pracująca bez kolektorów. Co więcej zaczęła się chmura czarnego dymu z tłumika , co przy niesamowitych doznaniach akustycznych spotkało się ze sporym zdziwieniem ze strony jadących obok mnie w korku osobówek Po kilku kilometrach lampka oleju świeciła się już przy 3 tys obrotów , a silnik gasł koło 2500 . Prędkość maksymalna spadła do 60 km/h ale jednak jechała dalej . Miałem jakieś cztery kilometry od domu i widząc że silnikowi już nie wiele brakuje stwierdziłem że jeszcze trochę przycisnę żeby dojechać jak najbliżej domu . Jakieś 2 kilometry od celu usłyszałem mocne walnięcie i pisk opony - to był koniec jazdy ![]() O tym co sie stało dowiedziałem się przy rozbieraniu silnika. Razem z cylindrem wyszedł tłok razem z korbowodem Tak też Afra uziemiła się na jakieś 2 miesiące w sezonie I taka była moja historia . Nieprawdopodobne , a jednak
Ostatnio edytowane przez Gawień : 02.12.2012 o 23:11 |
|
|
|
|
|
#5 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Warszawa
Posty: 2,757
Motocykl: XR250R
Przebieg: ły
Galeria: Zdjęcia
Online: 3 miesiące 2 tygodni 3 dni 9 godz 14 min 51 s
|
Kilka lat temu jeździłem Gazikiem.
Nauczyłem się wtedy, że świecąca kontrolka ciśnienia oleju = natychmiastowy postój ![]() Trzeba tego bezwzględnie przestrzegać. |
|
|
|
|
|
#6 |
![]() Zarejestrowany: Oct 2008
Miasto: Szczecin
Posty: 965
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: rośnie
Online: 2 miesiące 1 tydzień 22 godz 20 min 9 s
|
2010, góry stołowe, w drodze do Kletna, dość kręta droga. Transalp 650 + 3 kufry + pasażerka.
Wylatam ja sobie z lewego zakrętu, a po prawej, ok.3 m od drogi stoi sobie bydle wielkości małego konia (może Jeleń, nie wiem. Rogów nie miało). Zerwał się do biegu ale nie na ulicę, tylko skosem w pole. Odczułem dużą ulgę (a wyobraźnię mam bujną), ale jak się okazało nie na długo. 100-150 m. dalej był kolejny zakręt, tym razem w prawo. W połowie zakrętu to samo bydle przebiega mi tuż przed kołem. Nie powiem, ciepło mi było jeszcze przez dłuższą chwilę. |
|
|
|
|
|
#7 |
|
droga jest celem
![]() Zarejestrowany: Oct 2010
Miasto: Wrocław
Posty: 1,007
Motocykl: RD07, LC8
Przebieg: X70.000
Galeria: Zdjęcia
Online: 1 miesiąc 2 tygodni 1 dzień 18 godz 34 min 0
|
Przygoda samochodowa. 3 stycznia tego roku. Wracamy Parchem Y60 z sylwestrowych uciech. Jest środek nocy, jedziemy A4 w stronę Wrocławia - spory ruch, prosty odcinek, nic się nie dzieje, na liczniku zwykłe 100km/h. Z tyłu śpią siostry. Zmieniam pas na lewy, żeby wyprzedzać ciężarówkę, ale w lusterku widzę szybko zbliżające się auto i postanawiam odpuścić i dać wolny pas szybszemu. W tym momencie zaczynam odczuwać silne wibracje z lewej strony z tyłu - myślę: "no to pięknie, kapeć..." Nie zdążyłem dokończyć myśli i cała tylna oś odrywa się od ziemi! Przez chwilę widzę tylko asfalt przez przednią szybę. Auto opada z powrotem na drogę, z tyłu wydobywa się zgrzyt połączony z krzykiem, szybko obudzonych, dziewczyn, a w lusterku widzę snop iskier. Jeszcze nie wiem co się stało. Rozpędem zjeżdżam na pobocze, ale nie zbyt głęboko, co się chwilę później okazało mało sprytne...
Włączam awaryjne, każe dziewczynom ubrać się ciepło i przejść na drugą stronę barierki. Wychodzę z auta, patrze - brak tylnego lewego koła, no zdarza się... ale gdzie ono jest !! Wracam po latarkę, nie mija nas chwilowo żadne auto, ale ja w myślach już widzę kraksę po tym jak jakieś inne rozpędzone auto wpada na moje odkręcone koło...!! Nerwowe były te minuty/sekundy, nie wiem... adrenalina na pewno zrobiła swoje! Biegam poboczem i świecę po drodze w poszukiwaniu koła. W końcu JEST! Leży na środku autostrady na psie zieleni... UFFFF! Teraz trzeba je "tylko" stamtąd przynieść...Dalszy ciąg historii, bezskuteczna próba wezwania pomocy przez przyautostadowe telefony i montowanie koła (TEGO SAMEGO PONOWNIE!!) to już opowiadanie na inny temat. Akcja skończyła się szczęśliwie - nikt, z lekkim wyjątkiem podwozia Parcha, nie ucierpiał, ale dawkę adrenaliny, jaką wtedy dostałem będę jeszcze jakiś czas pamiętał. Nauka na przyszłość: oddajesz auto do wyważenia kół - sprawdź czy je z powrotem dobrze przykręcili, szczególnie, jeśli to było pneuhage na Karkonoskiej. Przejechałem 300 km od wyważenia... Rzeczoznawca, u którego robiłem oględziny powiedział, że to nie pierwszy taki przypadek z tego zakładu...
__________________
RideNow! |
|
|
|
|
|
#8 |
|
Hodowca Kalafiora
![]() Zarejestrowany: Oct 2009
Miasto: Kraków
Posty: 393
Motocykl: już nie mam AT, tera jest MG
Online: 1 tydzień 3 dni 2 godz 34 min 42 s
|
Niestety to nie jedyny przypadek odkręcenia się koła w Y60. Statystycznie rzecz ujmując, jest to niemal nagminne - bo na 4 przypadki "odkręceń", których byłem świadkiem, 3 miały miejsce w Y60. A "near miss" nie liczę, ale pytanie "dlaczego brakuje Ci śruby w tylnym kole" często można było usłyszeć.
Z ciekawości - upycałeś wcześniej z zapiętą blokadą? Wszystkie 3 znane mi przypadki miały miejsce po ostrym upycaniu właśnie z zapiętą blokadą. Wyglądało na to, że pewne kombinacje śrub/felg oraz niewłaściwego momentu dokręcenia luzują się w takich okolicznościach. Inna historia: wracam późnym wieczorem Kalfiorem do domku, jestem nie dalej niż kilometr od chałupy, i nagle z krzaków wybiega piesek - wioskowy kundel jakich na pęczki. Zwalniam, i zatrzymuję się, bo ten leci środkiem drogi przede mną. Niech leci. Ale nagle z krzaków wylatuje drugi trzeci czwarty piąty IDENTYCZNY kundel i nagle są wszędzie wokół mnie. Wtedy pokapowałem się, że to warchlaki... Oczyma wyobraźni już widziałem lochę szarżującą z krzaków. Jedynka, gaz i nie ma nas... I jeszcze w temacie "a co gdyby to był szerszeń" :-) Ciupałem sobie drzewo na opał. Coby się nie odwodnić nadmiernie, zgromadziłem pod ręką odpowiedni zapas chmielowego napoju gazowanego, który w nieregularnych odstępach czasu uszczuplałem, odstawiając na wpół opróżnioną puszkę na daszek od drewutni. Za którymś kolejnym łykiem poczułem, że oprócz napoju, do ust wpada mi coś jeszcze. Niestety, było już za późno, zanim wyplułem zawartość, poczułem piekący ból na języku, który w szybkim czasie spuchł, co było nawet zabawne, bo nie mieścił się w miejscu na niego przewidzianym i tak śmiesznie mówiłem. Na szczęście nie jestem uczulony, a wstrętny owad użądlił mnie w język, a nie dotarł np. do krtani. Szkło jest bezpieczniejsze ;-)
__________________
To nie burza tata, to Pan Bóg jeździ na motorze! Ostatnio edytowane przez pyntront : 03.12.2012 o 12:36 Powód: Coby nie mnożyć postów. |
|
|
|
|
|
#9 | |
|
Ciśnienie rośnie ;)
![]() Zarejestrowany: Oct 2012
Miasto: Opole
Posty: 636
Motocykl: RD07a była... :(
Przebieg: 58000
Galeria: Zdjęcia
Online: 2 tygodni 6 dni 13 godz 4 min 28 s
|
Cytat:
Ja na lato zakupiłem na flomarku kufel szklany z metalową pokrywką otwieraną kciukiem, polecam. Jestem przeczulony na punkcie os w piwie bo wiozlem staruszka mego na pogotowie i widziałem jak mi prawie schodził.
__________________
Lepiej przeżyć małą przygodę, niż siedziec w domu i czytać o dużej. |
|
|
|
|
|
|
#10 |
![]() Zarejestrowany: Nov 2008
Miasto: Poznań
Posty: 940
Motocykl: RD07a
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 5 dni 1 godz 3 min 4 s
|
Na fakturze (wypisie czy jak to nazwać) z Pneuhage widnieje klauzula, aby po przejechaniu 100 km ponownie sprawdzić dokręcenie śrub.
Tak czy inaczej dobrze, że z happy endem.
|
|
|
|
![]() |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|
Podobne wątki
|
||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Jura, czyli ,,męskie przygody". | Kristos | Polska | 6 | 01.02.2011 23:37 |
| "Helpfl Staf", czyli technologia rejli w służbie Lejdis | ucek | Lejdis | 25 | 15.09.2010 21:52 |