puszczam i to:
Rozbilismy się w ładnym miejscu nad jeziorkiem i Mario zlowil dla nas kolacje. Duzy i smaczny to byl zwierz.
Po drodze jeszcze worek grzybow. Same prawdziwki. Ja z moim daltonizmem nazbieralem ten worek w 20 min. Wygladaly jak liscie na trawniku. Był duzy wysyp ale to ich koniec, bo od dwoch dni notujemy przymrozki. Woda w czajniku zamarza. Reszte wyjedaa pewnie renifery.
Konie dają rady. O dziwo mój spisuje się bardzo dobrze choc nie przywykl do takiego ciezary. Foty mojego konia nie publikuj, niech to ma deset będzie
Problem troche bo sie mi chłopy przeziebili dlatego trza było stroha uruchomic.
Bardzo im przepisany srodek smakuje.
Zakiczylem kapiel w jeziorku i czuję się znakomicie tylko uda maja swoje zdanie. Czuje ze jutro nie bedzie do smiechu.
Dzisiejszy odcinek wymagajacy - 18km.
Za dnia letnia pogoda ale czuc juz ze lato lada moment przejdzie w krotka jesien.