Wiesz co? Ja wciąż mam pod skórą buntownika, niezależnego człowieka ale ten rok dał mi naprawdę w kość.
Zaczęło się od niepewności etatu mojej kobitki, potem zawirowania u mnie w pracy i problemy ze zdrowiem na całego, blisko 3 tygodnie plackiem leżałem bez sił aby nawet po schodach iść.
Potem ciężki wypadek szwagra gdzie trzeba było zrobić pospolite ruszenie w rodzinie i wydawać kasę na ośrodek rehabilitacyjny, potem u mnie w pracy różnie bywało z wypłatami, gdzie człowiek nigdy nie wiedział jak cokolwiek planować…
Praca po 16-18h na dobę łączne z garażem aby jakoś podreperować budżet…
Stwierdzam, że wypaliłem się na maksa, wypaliłem na tyle, że przestało mnie wiele rzeczy cieszyć. Przestałem zauważać jak dni mijają…
Tak więc teraz upragniony urlop, gdzie w pełni mam wyłączony polski numer i wszyscy mogą mnie cmoknąć…
Nie powiem, to w pewnym sensie drugi urlop, gdzie staram się naładować baterie, pierwszy był u Chomika, chociaż 3/4 niego spędziłem w garażu ale to na własne życzenie, zresztą Chomik mnie na siłę starał odciągać hehe.
Teraz tu, z moją Miss Excel, więc mam wszystko
Coraz częściej się łapie, że nie miejsce ale osoby, z którymi można się dzielić tym wszystkim jest najistotniejsze.
Plan na Durmitor, aby tam zanocować i spędzić nieco czasu tylko tam. Rok temu sam Durmitor w deszczu a gdy juz wyjechaliśmy to doznaliśmy takiego spektaku światła, że zapragnęliśmy raz jeszcze tam być łącznie z wjechaniem na Savin Kuk kolejką.
Mam typowy zespół odstawienia pracy, orki raczej… więc już szukam sobie zajęcia hehe.
Nie mam bogatego portfolio podróżnego, dla wielu z Was to pewnie kolejny kraj, który dawno temu zaliczyliście ale dla mnie to ten pierwszy chociaż jestem tutaj już trzeci raz. Ma symboliczne znaczenie.
Wracając do tematu pesela, raz jeszcze to ujmę tak - wyjazd z kobitką, która ma lekką nerwice natręctw na punkcie organizacji to tutaj nie ma miejsca na „ryzyko”.
Ja mogę iść na żywioł, w ciemno, a jakby nie było noclegu albo coś innego to zawsze coś mogę improwizować. Wyjazd z moją Miss Excel nie jest spontanem zdecydowanie
Za rok może w końcu pojadę na moto. Przez zimę chcę sobie go dobrze przygotować. Wyjazd solo, pewnie dobre dwa tygodnie, bez zbędnego planu, azymut, kilka czy tam kilkanaście opcjonalnych punktów na mapie i tyle. Bez spinania się o cokolwiek.
Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk