W Mońkach zameldowałem się po 3,5h jazdy. Na 40 min przed odjazdem regio do Ełku.
Zasadniczo na tym się moja wycieczka skończyła.
Zadzwoniłem do sąsiada, co nigdy na urlopie nie był (z mojej wsi), by dać znać, że dojechałem bez przygód.
Kiedy ja jeszcze spałem on już kończył dojenie krów, wszystko wedle dawno już ustalonego porządku. Krowy wygojone, obora oporządzona, kury na wybiegu. Kiedy wstawałem Wojtek z Hanią siadali zapewne do śniadania mając za sobą blisko 3h pracy.
Dzień jak co dzień... Ten kończy się dla nich o 20-tej.
Całe życie bez dnia urlopu, z krótkimi pauzami na wesela. Wtedy po prostu krócej śpią.
Żyją i pracują w poczuciu obowiązku, z nieustającą motywacją, że tak trzeba ale sensu tej pracy coraz mniej.
I ja z tym rowerem jak Filip z konopii...
__________________
Jam nie Babinicz...
|