Tak se myślę... Z moich doświadczeń: najwięcej do powiedzenia w sprawie obrony praw kobiet (nie tylko w Iranie) mają ludzie (zarówno faceci jak i baby), którzy nie potrafią wytrzymać ze swoją drugą połówką więcej niż 2 tygodnie na wakacjach. A już najgłośniej krzyczą rozwodnicy obu płci i feministki.
A Iran? No cóż. Kto był albo kto się interesuje bardziej niż tylko z meinstrimowych niusów ten wie jak wygląda rzeczywistość. Ale że Persowie są zbyt dumni, żeby się kłaniać małoczapeczkowym, to trzeba ich zdemokratyzować rakietami. Każdy pretekst dobry - a już prawa kobiet szczególnie.
|