A więc urlop.
NOWOCZESNY FEMINIZM?
Najgłośniej o sile kobiet mówią te, które najbardziej walczą z mężczyznami.
A prawdziwa siła nie potrzebuje wroga…
I zanim ktoś napisze, że „Ania Buba zdradziła kobiety” ... spokojnie.
Równość praw? Oczywiście!
Prawo głosu, prawo do nauki, prawo do decydowania o swoim życiu? Walczyłyśmy o to i chwała nam za to.
Ale jeśli nowoczesny feminizm zaczyna wmawiać kobietom, że jesteśmy takie same jak mężczyźni... to ja wysiadam.
Kolejny post miał być o niebieskich damskich butach.
O kobiecości. O wyborze.
Ale będziecie musieli poczekać…
… bo w środę, przez osiem godzin wyciągaliśmy zmiażdżony samochód spod pociągu.
Na miejscu kilkudziesięciu facetów.
I ja, jedyna kobieta.
Nie byłam tam po to, żeby błyszczeć.
Nie udowadniałam nic światu.
Robiłam swoje dokładnie tam, gdzie moje kompetencje mają sens.
I kiedy chłopaki podnosili elementy konstrukcyjne, kiedy rwali stal jakby była puszką, ja mogłam pomagać, wspierać, zabezpieczać, ogarniać.
Ale nie mogłam ich zastąpić.
I to nie jest brak równości.
To jest biologia.
Tak samo jak mężczyzna nie urodzi dziecka. Nie będzie miał okresu. Nie zrozumie, co to znaczy, że hormony potrafią w pięć minut zmienić cię z wojownika w płaczącą dziewczynę.
Możemy udawać, że to wszystko kwestia „społecznego wychowania”.
Tak jak możemy udawać, że każda różnica to opresja.
Ale świat nie działa na ideologii.
Świat działa na konstrukcji.
Ja lubię być prowadzona.
Lubię być zaopiekowana.
I jednocześnie decyduję sama.
Nie potrzebuję udawać faceta, żeby być silną kobietą.
Nie potrzebuję wojny z mężczyznami, żeby mieć godność.
Równość to nie identyczność.
Różnica to nie zagrożenie.
A prawdziwa siła?
Ona nie krzyczy.
Ona robi swoje.
https://www.facebook.com/share/p/1BtZ89ny26/