Mamy rok 1980.
Nowa metoda gry na małym bębnie.
Dostałem ją (książeczkę) od Kazka z pałeczkami w prezencie. Nie chcę teraz jej szukać w eterze, by przywołać wspomnienia. Wolę egzaltować pozostałe w czajniku komórki szarej strefy.
Tej, do której zawsze włamywałem na moim wyprawach. To przestrzeń zastrzeżona dla wybranych. Jestem jednym z nich. To przestrzeń podróżników, pokonujących przestrzeń samotnie.
W kilka tygodni opanowałem wszystkie podstawowe rytmy, które były ujęte w tej literaturze. Klasyka.
Problem w tym, że ja tłukłem po dziełach Marksa, Engelsa i Lenina. Jakościowy mocny krok naprzód nastąpił, kiedy się dowiedziałem od Kazka, że można ćwiczyć (i należy) na okładzinie z gumy przybitej do deski... Podłoże musiało rezonować. No chyba, że jesteś...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
|