Zanim ktoś mi podpowie co ze Sri Lanką, wstawię coś z drugiej strony akieanów.
Robert F. Kennedy Jr. ogłosił decyzję nakazującą wszystkim lekarzom zdobycie formalnego wykształcenia w zakresie żywienia, powołując się na przewlekłą zachorowalność na choroby związane z dietą, takie jak otyłość, cukrzyca i choroby serca.
Kształcenie medyczne tradycyjnie koncentrowało się na lekach i chirurgii, z ograniczonym naciskiem na żywienie.
Kennedy twierdzi, że ta luka sprawia, że ââlekarze nie są przygotowani do zajmowania się pierwotnymi przyczynami chorób, którym można zapobiec.
Propozycja kładzie nacisk na oparte na dowodach badania naukowe dotyczące żywienia, zdrowia metabolicznego i wpływu systemu żywnościowego na zdrowie publiczne. Zwolennicy twierdzą, że mogłoby to przesunąć opiekę zdrowotną w kierunku profilaktyki, a nie leczenia.
Krytycy ostrzegają, że wdrażanie musi być rygorystyczne pod względem naukowym i wolne od ideologii. Eksperci ds. zdrowia są jednak zasadniczo zgodni, że silniejsza edukacja żywieniowa mogłaby poprawić długoterminowe wyniki leczenia pacjentów i obniżyć koszty opieki zdrowotnej.
Jakie to proste, nie?
"Leczyc' profilaktyką.
Polska edukacja leży też z banalnego powodu.
Po pierwsze, nie wiadomo czego uczyć.
Jak uczyć? Nie ma prostej już prostej odpowiedzi. Świat przyspieszył, państwowa edukacja nie nadąża i nie będzie. Nie jest wstanie. Zmiany, które się dokonały tylko w ostatnich dwóch dekadach są ogromne.
Mogę jedynie próbować odnieść się do wychowania zdrowotnego i wychowania fizycznego ale i tu zdecyduje ostatecznie zasada lustra.
Dzieci to odbicie rodziców i kółko się zamyka.
Z tego koła nie ma eyjścia
Wypada z niego ledwie kilka procent. W większosci to procent, nad którym mocno pracują rodzice. Zachęcają/gonią do nauki. "Gonić' też trzeba umieć. I znowu się koło zamyka
Z powodzi potencjalnych geniuszy zostają soki Weroniki.
Przeczytałem raz jeszcze opowiadanie kryminalne Marysi. Pozwoliłem sobie poprosić ja do telefonu.
- Marysiu a napisała byś mi jeszcze jedno takie opowiadanie? Takie specjalne, dla dziadka?
Dobrze. Napuszę książkę. Poczekaj, zaraz ci powiem ile będzie miała stron.
Czekam... Coś tam szeleści w tle...
142 strony. Melduje Marysia.
- A może tak na szybko mi coś przeczytasz? Np.: Dzieci z Bullerbyn?
Już dawno całą przeczytałam!
- Hm... Na pewno?
Tak.
- To może kilka zdań, tak dla przypomnienia?
Nie... Ona (książka) jest bardzo głęboko schowana.
- Acha.
Teraz czytam Dziki Świat. To książka dla forosłych. Z niej ci mogę poczytać.
- Dawaj!
Marysia czyta. Bardzo płynnie. Skomplikowane wyrazy.
- A powiedz: stół z powyłamywanymi nogami?
Stół z powyłamywanymi nogami.
- A, wyalienowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu?
Wyanalli..
- A co pije krowa?
Dziadek...! Wodę!
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
|