Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02.02.2026, 13:52   #30
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 902
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 49 min 41 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie 17

Rankiem dnia kolejnego, bardzo wczesnym - ewakuowałem się ekspresowo.
O 6-tej rano, pogryziony przez mrówki wjeżdżalem już do Budy.



Nie tak skocznie ale jakoś kręciłem pośladkami na pokuszenie. Wczorajszego dnia nawinąłem na koła ponad 160km. Leci czwarta doba, muszę więc kręcić dalej.
Dzisiaj, to bym zaliczył miejsce urodzenia Viktora Orbana. Od "mojego" ronda dosłownie rzut beretem ale pan Viktor mógł być tego dnia w pracy, kiedy mijałem węgierski parlament przeciwpołożnie.
Za Margitsziged zmieniłem brzeg Dunaju na lewy (optycznie na prawy). Przyjąłem prostą strategię. Trzymać się tego brzegu jak najbliżej a przy zakolu odbić na Bańską Bystrzycę.
Drugie, póki wiatr mnie wspomagał a noga podawała cisnąć na pedały jak najmocniej. Każde mocniejsze depnięcie, to też ulga dla pośladka pracującej nogi. Tak to sobie biomechanicznie wytłumaczyłem.

Szło elegancko do Vamosmikola... Miałem już ponad 120km w nogach, kiedy przede mną wyrosły góry parku narodowego Dunaj/Ipola.
W połowie podjazdu wydechłem.
Zsiadłem z roweru i położyłem się w krzakach. Pan Brooks z hrabiną Vier de Liter toczył bitwę za bitwą już od dłuższego czasu. te rozwydrzone babsko w końcu wzięło górę. Akurat w połowie podjazdu.
- Nie jadę i ... Zaklęła tak prostacko,
że aż pan Brooks spadł z siodełka.
Ależ pani Hrabino, co za język!
- A ... panu w ...
Dość tego!! Leżeć! Leżeć i się nie odzywać!

Pan Brooks zaległ w przydrożnym rowie, pani hrabina na mnie i tak przeleżeliśmy dobre dwie godziny.
Dwie godziny później hrabina dostała propozycję bez wyjścia. Albo siedzisz na panu Brooksie albo siedzisz na panu Brooksie.
Koło 18tej zjeżdżam do Sah. Po niemiecku, to Eipelschlag. Schlag trafił hrabinę.

Z węgierskiego przechodzę na płynny słowacki. Na stacji stoi pociąg, przy nim konduktor. Kasy na dworcu zamknięte. Główny węzeł kolejowy w tej części Słowacji wygląda jak supeł na małym trzosie...
Przedstawiam panu konduktorowi moja wizję.
- Panie konduktorze, ja chcę z tym rowerem po prostu do Polski.
Dobrze. Pociąg odchodzi za trzy godziny. Wsiądzie pan, pomyślimy wspólnie jak do Polski dojechać.
- A mogę wpierw do baru?
Ależ oczywiście.
Dworzec zamknięty ale bar przy dworcu otwarty, dokładnie do czasu odjazdu pociągu.

Kurwa... ja nic więcej nie potrzebuję. Pal sześć, że złoty bażant w euro.


Na pustym (prawie) dworcu senna atmosfera.

Ja do odjazdu pociągu ustrzeliłem trzy bażanty. Nawet hrabina złapała lepszy humor, co dopiero ja.
Zgodnie z umową wsiadłem do pociągu (pustego) parę minut przed odjazdem i oddałem się do dyspozycji pana konduktora.



Poprosiłem pana konduktora, by tak zaplanował mi podróż, bym miał jak najmniej przesiadek ale tak by jak najbliżej i najlepiej dostać się do... Bielsko Białej.
Padło na Skalite. Sahy - Żylina - Cadca - Skalite.
W Skalite miałem wylądować nad ranem. Pasowało.

Tego dnia nabiłem blisko 150km. Całe Węgry na kołach. Kończyłem czwartą dobę. Jak dojechałem do Sah, byłem z siebie dumny. Jak wsiadałem do pociągu dumny bardziej. Już prawie bohater...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem