Internaty.
Roger Scruton opisuje lewicową rewolucję niszczącą uniwersytet od lat 60.
(...) w latach 60 pojawił się zupełnie nowy rodzaju nonsensu, przeznaczony na użytek rewolucyjnej młodzieży. Nowy gatunek nonsensu natychmiast przyswoili sobie profesorzy, którzy nie chcieli dać się prześcignąć studentom w rewolucyjnym zapale i uczynili z niego fundament postmodernistycznego programu nauczania. Od tej pory na uniwersytetach można było propagować największe bzdury, które nie podlegały krytyce, jeśli w swojej wymowie sprawiały wrażenie niepodważalnie lewicowych.
Jak większość rewolucji również ta zaczęła się w Paryżu. Młodzi rewolucjoniści, których znałem w 1968 roku, byli zafascynowani Louisem Althusserem, którego "Pour Marx" czyta się jak liturgiczne zaklinanie diabła skomponowane przez kogoś, kto bez zrozumienia wyjmuje zwroty z kiepskiego przekładu "Kapitału".
(...)
"Pour Marx" składa się wyłącznie z (...) wyrafinowanej terminologicznie pustki znaczeniowej (...) Niezrozumiałość jego tekstów gwarantowała, że są istotne.
Po Althusserze łono historii (...) wydało się sobie rwący strumień niedorzeczności. Swoje eseje publikowali (âŚ) Derrida, Kristeva, Sollers, Deleuze, Guattari i tysiąc innych producentów śmieciowej myśli, której tylko jeden aspekt miał być zrozumiały, mianowicie jej rewolucyjna "wywrotowość". Styl wyroczni polegający na używaniu słów jako zaklęć, a nie argumentów, zainspirował niepoliczalnych naśladowców na wydziałach humanistycznych w całym zachodnim świecie. Nareszcie każdy mógł być myślicielem. Nie trzeba już było mieć własnych przemyśleń (...)".
Scruton przywołuje kilka fragmentów z tej napuszonej mowy. Althusser:
"To nie jest tylko sytuacja w zasadzie (zajmowana przez nią w hierarchii przypadków w relacji do przypadku determinującego: w społeczeństwie, gospodarce) ani tylko sytuacja w rzeczywistości faktycznej (niezależnie od tego, czy w rozważanej fazie jest dominująca czy podporządkowana), lecz jest to relacja tej sytuacji w rzeczywistości faktycznej do tej sytuacji w zasadzie, czyli ta sama relacja, która czyni z tej sytuacji w rzeczywistości faktycznej wariację "inwariant" struktury, w dominacji, totalności."
I inny przykład z jakiegoś kapłana:
W obrębie tej konfliktogennej ekonomii kolonialnego dyskursu, którą Edward Said opisuje jako napięcie pomiędzy synchroniczną panoptyczną wizją dominacji "żądaniem identyczności, zastoju "i kontr presją diachronii historii âzmiana, różnica â mimikra reprezentuje ironiczny kompromis. Jeśli wolno nam przyswoić sobie Samuela Webera formułę marginalizującej wizji kastracji (...)".
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
|