W jeża mordę.
Wczoraj, w dniu moich faktycznych urodzin odszedł Erich von Däniken. Pewnie dlatego przyśnił mi się... Tusk. To wyraźny sygnał, by zerwać się ze smyczy, bo świat stanął na głowie. Oczywista świat demokratycznej i pełnej wartości Europy.
Tego dnia i mca urodziła się prócz mnie Strażnik Domowy i nestorka naszej małej kamienicy.
Z tej okazji dostaliśmy od Pani Wandy nalewkę.
10 stycznia urodził się George Foreman. Ten, którego stłukł Ali w Kinszasie.
Ale to walka Forma z Ronem Lele ma większy ciężar gatunkowy dla mnie.
Jutro z rana dokończę enerdowską bajkę/sen, został sam finał i zapadnę w obiecany sen zimowy. Z tego, co widzę odebrano możliwość usunięcia/edycji posta, co nie ma znaczenia dla ludzi, którzy mało piszą a trochę ogranicza tych, co piszą więcej. Coś jak ja ale to rzadkość. Nowa konwencja wpisuje się jednak znakomicie w to, co powinienem robić.
Czyli - milczeć. Od poniedziałku wdrożenie terapii szokowej.
Zamiana słów na złoto. Wchodzę w to.
Denominacja mowy. 1000 słów na jedno.
Na papierze ten rygoryzm w innej formie.
Tymczasem jutro finał bajki.
__________________
Jam nie Babinicz...
|