T34 z kumplem
Namibia jest już tuż za rogiem prawie. Zostało mi około 140 km. To bardzo mało. Miałem w planie tylko jazdę i przekroczenie granicy. Jakby się udało to jeszcze przyjazd do Opuwo. Zobaczymy. TIA i nigdy nic nie wiadomo. Zimno się zrobiło. Spojrzałem na temperaturę i było 21 st. Czyli zimno. 😀
To była przyjemna jazda. Piękne widoczki, mało samochodów, trochę dziur. Ogólnie przyjemnie. Mijałem checkpointy ze spokojem. Nic się nie działo specjalnego. Chociaż…? Coś zamajaczyło w oddali i nie przystawało do otoczenia.
Czołg. Ruski T34 jak nic. Stał tam od lat. Pewnie tylko dlatego, że nasi złomiarze go jeszcze nie namierzyli. Stoi tutaj pewnie dwadzieścia kilka lat. Pozostałość po wojnie domowej. Taka średnio domowa, bo ruscy chcieli tu komunizm wprowadzać. Taki ruski mir z czołgowym wsparciem. Nie tylko oni tu byli. Kubańczycy też. Jak zaczęli się podlizywać ruskim, ponieważ amerykanie nałożyli sankcje na Kubę. A Kuba i tak zbankrutowała, kiedy ruscy zalali świat cukrem z buraka. Nikt nie potrzebował cukru z Kuby. Nawet z Agą spotkaliśmy w Hawanie weterana tej wojny. To był bardzo lokalny bar. Spodnie kleiły się do drewnianych ławek. Dosiadł się do nas człowiek i opowiadał swoją historię. Najbardziej zrozumiałem: “Angola. Dadadadadada”. I pokazuje jak strzelał z karabinu.
Wracając jednak. Wojna skończyła się w 2002 roku i pozostały takie pamiątki. Kawałek dalej brat T34. Wóz opancerzony. Też widać, że z czasów wojny. Ogólnie w Afryce Zachodniej panuje w miarę spokój od jakichś może 20 lat. Wcześniej rzeczywiście było tu słabo.
Wrzucam focie z widoczkami. Ładnie jest po prostu. Bardzo ładnie.
Dojechałem już do granicy i bardzo chciałem jeszcze zatankować moto w Angoli. Paliwo kosztuje tu 1,54 zł. To jednak warto się zatrzymać. Zobaczyłem jedną stację. Jeszcze nie otwarta i sznur samochodów i motorków. Następna stacja tak samo. Następna podobnie. Ale koniec z tym. Zatrzymałem się jako ostatni i tak dumałem co by tu zrobić. Nic nie wymyśliłem. Fart za mnie popracował. Na stacji była policja. Zaczęli do mnie machać. Chyba, żebym podjechał. Uczyniłem manewr. Patrzę a człowiek przebija się przez kolejkę motorków. Każe im się rozstąpić niczym Morze Czerwone i daje sygnał, że mam jechać. Klepie w ramię zucha od, jak to było (?), intrudytora 😀 i jestem pierwszy w kolejce. Ale mi głupio było. Czułem na plecach ciężki chemicznie wzrok motorkowców. Jak nic zaraz dostanę bananem w kask. Zatankowałem na full i jeszcze na chwilę podjechałem do policjanta. Wzrok motorkowców był skupiony na mnie. Jeden coś zaczął wymachiwać rękami. Banana brak. Chyba chciał podejść. To ok. Podchodź chłopie. Tak się stało. Podszedł i…”Czy mogę fotkę?”. Jasne, że tak. Zrobił się festyn. Coraz więcej chętnych się zbierało. A jak zdjąłem kask do zdjęć tłum oszalał z zachwytu. Normalnie czułem się jak Russel Crowe w Gladiatorze. W końcu policjant zainterweniował i nakazał mi odjechać.
Szalony szał po prostu.
__________________
http://myaforadventure.blogspot.com/
|