05.11.2010.
Jest piątek, tygodnia koniec i początek. Na tarczy kilka minut po 19-tej

Kończę pracę, a jako, że jestem już spakowany o 20 tej siedzę już na motocyklu i mknę w stronę Piaseczna. 140 km mija miło i po 22 melduję się w umówionym miejscu. Poniżej ja i mój wielbłąd
Pakowanie motocykli trwa przez najbliższe 1.5h.
Każdy dostaje gustowną naklejkę od Sławka, niektórzy po dwie a inni po 3
Jeszcze tylko krótka odprawa i o 1 AM lecimy ku naszej przygodzie.
Nasz "skład" gdzieś na parkingu w Serbii.

Dystans 140km.
06.11.2010.
Po, można powiedzieć, całodobowym przelocie meldujemy się w jakimś przydrożnym bułgarskim hotelu z parkingiem gdzie odsypiamy trudy samochodowej podróży. Auto z przyczepką zostawiamy oczywiście na parkingu i obiecujemy po nie wrócić za ok 15 dni. Koszt parkingu za auto i przyczepę 4 euro/doba.
07.11.2010
Budzimy się ok. 9, robimy szybkie przepakowanie, objuczamy kto tam czym ma nasze rumaki i zbieramy się pomaleńku do drogi.
Jeszcze nie ruszyliśmy a już jest.. taaaak , to ona... przednia dętka... i jej dziura
Na szczęście mimo że dziś dzień święty - niedziela, znajdujący się obok zakład wulkanizacyjny jest czynny. Mija niewiele ponad 30 minut i już nawijamy pierwsze kaemy na obczyźnie.
Cel, mimo że nie odległy, osiągamy dopiero o 19. A to na granicy nam zeszło, a to obiad,
a to ubieranko.... temp. spadła z +25 w dzień do marnych +11. Robimy szybkie fotki...

...i ruszamy szukać noclegu. Ceny zabijają, opuszczamy więc stolice i na obrzeżach lokujemy się w hotelu z parkingiem za też nie małe pieniądze.
Dystans 600km.
08.11.2010.
Pobudka o 7:30, szybkie śniadanko i lecimy dalej. Oczywiście do granicy z Syrią nie dolatujemy bo znów jak nie obiad to zapierd**** po rżysku

Jak nie foto...
...to video

Ale jak się ma na 4 osoby 4 kamery i 5 a może 6 aparatów

? hmm a może więcej tylko chłopaki boją się pokazać co mają w tych kufrach

No cóż, świat oszalał a my z nim

Dzień kończymy wcześnie bo już o 16. Powód przednie koło..... Na szczęście to tylko mój lokalny serwis motocyklowy nie dokręcił śrub trzymających przednią ośkę i koło złapało luz. Dobrze, że przed wyjazdem dolałem olej ( po wymianie było za mało ) i poluzowałem łańcuch bo ekipa była by o jeden motocykl skromniejsza, a ja biedniejszy o kilkanaście stówek. Tak, to ten sam serwis... Chyba teraz motocykl oddam do serwisu już tylko na regulacje zaworów, ale do innego, nie lokalnego
No nic... motocykl naprawiony, my wykąpani, chłopcy napici ( Efez w cenie 6PLN sprzedawali naprzeciwko Motelu) więc poszli spać

Mi kazali pisać relację, bo jak nie to mi jutro tylną ośkę poluzują

Ja w strachu, ja niewinny, ja nie wiem gdzie mam tylne koło , nie wspominając o tylnej ośce a co mowa jeszcze o jej dokręceniu
Dystans 510km
Plan na jutro : dobrze się wyspać (mi to raczej nie wyjdzie - pobudka za 5h, ale czego nie robi się dla sławy

), bardzo dobrze najeść i jeszcze bardziej niż bardzo dobrze się wyjeździć

A tak na poważnie to chcemy dojechać do granicy z Syrią i nawet ją przekroczyć, czyli skromne 750km przed nami + 3-4h na granicy. Kurde... chyba im te aparaty zaraz zarekwiruje puki śpią

A śpią

Słychać, nawet tych z sąsiedniego pokoju