![]() |
W domu nie mam żadnego plastiku ani styropianu. I nie będzie , a jak już to minimalnie.
Rozumiem że dziki wchodzą do domów i pożerają papier do pieczenia? Skąd te dziki mają ten PFAS w wątrobie? Możesz podać źródło? Muszę znaleźć badanie frauenhifer Institut , gdzie badali jedna łopatę na ścieranie. Chodzi o to, że deszcz, śnieg, wiatr ścierają te łopaty. Skąd w tych dzikach ten plastik? |
|
Cytat:
Sorry za posta pod postem, ale Fazik niegodzien w jednej linijce z zimiokiem. |
Cytat:
https://africatwin.pl/showthread.php?t=18200&page=13 |
Fajnie, to mi się najbardziej podoba:
https://africatwin.pl/showpost.php?p...&postcount=127 A idzie, idze, bajoku. |
Emek, pytanie aktualne. Skąd u dzikow w wielu rejonach wiatrakowych, tyle PFAS w wątrobie?
Jest zakaz spożycia i nakaz utylizacji. Nawet psu nie możesz dać. |
Fazik skąd ja mam kurła wiedzieć co wpierdalają dziki w NRD?
|
Cytat:
|
Idzie lepsze, będą butelki skupować, plastik itd ale mortadelę dostać w papierze to rarytas chyba teraz jest :D
Tak to prawda w tamtej komunie wszystko można było sprzedać na skupie, folii i plastików praktycznie nie było. |
Emek, nie rób że mnie idioty ani z ludzi którzy tę wątroby badaja. To wszystko pochodzi z łopat wiatraków które się ścierają mechanicznie. Dzik nie ryje w plastikowej kuchni, w szafie, na smietnisku, nie pije wody przez plastikowa słomkę, ryje na wolnej przestrzeni, gdzie glownym źródłem plastiku jest właśnie wiatrak. I nie ma tego mało, jeśli wątrobę dzika trzeba oddać do utylizacji aby nie trafiła do łańcucha pokarmowego ludzi.
Nie umiem znaleźć tego frauenhofera o tym wiecznym plastiku. Kiedyś go tu linkowalem. Pewnie skasowali jak większość o zdrowej szczepionce. Ciekawe co Chomik powie o Czarnobylu w nowej komunie i jego ukrywaniu. |
|
Chomik ja pisałem o komunie którą znam i dokładnie pamiętam jak mama płakała bo tato był na strajku w LZNSie , a czołgi stały pod bramą. Po strajkach taty sb nie ścigała ale teraz te ścierwa z sb, prokuratury i sędziowie razem z całym tym aparatem co mordowali Polaków emerytury kosmiczne biorą, to jest ta niby wolność o którą śp tata walczył ???
|
Gówno wiem, w dupie byłem ale jak Was czytam:mur: Na cztery tematy, które z ciekawości śledzę w dwóch jest gównoburza bo:
"Nadęło się ego jak balon i dalej rośnie i rośnie każe się wszystkim podziwiać marudząc przy tym nieznośnie patrzcie jak jestem ogromne jak emanuję mądrością pokłońcie się wszyscy przede mną olśnieni moją wielkością ja ja mnie moje i dla mnie te słowa wciąż powtarzało aż pękło z tego nadęcia i nic z niego nie zostało Bo warto jest siebie doceniać z uśmiechem przyjmować gdy chwalą lecz trzeba zachować rozsądek inaczej pękniemy jak balon" Jedni toczą boje o e-wizę i kto był pierwszy, drudzy o plastik z wiatraków, dziki i lata słusznie minione a Ja dalej się dziwię skąd tylu wyborców Brauna:confused: |
A co, wyborcy Kaczora i Donalda lepsi, tak?
|
Niemiecki Braun, jest partią nr1 w Niemczech z największym poparciem. No dobra, nie tak jak Braun extremalnie, ale tak na pół.
Co w tym złego? Stare partie tak rozjebaly kraj, że ludzie poszli do niemieckiego Brauna z nadzieją że da radę. Stare partie są w tej chwili w kosmosie, kompletnie nie widząc co się dzieje na ziemii. Pod koniec cesarstwa rzymskiego, mianowano konia na posła. To właśnie dzieje się u nas. |
pewnie wiesz o tym , jak wszystko oczywiście, ale tą historie o Incitatusie, że został mianowany senatorem czy też konsulem przez Kaligulę, to Swetoniusz wymyślił, a później tą głupotę powtarzano, jak tez obecnie lubi się powtarzać wiele głupot...
|
Pewnie wiesz o tym, jak wszystko oczywiście, że piszemy/mówimy "tę historię" i "tę głupotę". Co nie zmienia postaci rzeczy, zarówno jeśli idzie o Swetoniusza, jak i o parlamenty, w tym te współczesne. W polskim również zasiada koń. I jeszcze prawnika udaje.
|
W zeszłym roku zalegalizowano narkotyki u nas. Tysiące problemów dookoła, a oni legalizują narkotyki, jakby to była najważniejsza rzecz w tej chwili.
To jest właśnie ten koń senator. Jest symbolem władzy w kosmosie niewidzącej spraw na ziemii |
W dniu moich urodzin mam dwa życzenia.
Fazik, piszesz tu o swoich marzeniach. O domu, rodzinie, podróżach tych małych, tych dużych i przede wszystkim o tych, których moc jest przed Tobą. O tym. O niczym więcej. Masz proroczy wątek ze starymi afrykami, które nie wjadą do miast. Tam masz znakomite pole i okazję, by pokazać mu czemu zmierza świat nakazów i zakazów realizowanych w imię chorych idei. Ten wątek jest bardziej osobisty, refleksyjny. Czasami ktoś rzyganie, bo wirus żołądkowy czy opryszczki towarzyszy nam przez całe życie. Nie chcę tu żadnej napierdala mi poza "biciem samego siebie". To jest niewiarygodne jakiej tu od maja zeszłego roku doświadczyłem rewolucji. Przy tym ktoś w końcu zauważył, że jestem ekstrawertykiem z chujową manierá, której się sukcesywnie wyzbywam. Oczywista emocje jeszcze biorą górę ale wolę je przekierować na realizację... marzeń. Znamy się jak łyse konie. Napisałem tu przy okazji, że lubię się z Tobą kłócić ale to nie prawda. Wcale nie lubię... Kocham:) Dzięki tym kłótniom robię jednak też mały kroczek do przodu . Np. już na zawsze zostaniesz dla mnie Panem Inżynierem. Zobacz jaki w tych dwóch słowach drzemie potencjał. Tyle inżynierów pcha się przez globus PL a tylko Pan Inżynier nie chce. Ja to szanuję. A poważnie, to do arbo się zwracam. Idź stąd w pizdu. Nie zamierzam odbudowywać z Tobą żadnych relacji. Dla mnie jesteś wzorem na dupie. Od mojego ostatniego wpisu na Pamir26 niczego już nie czytam na forum. Na pewno nie Ciebie. Chomik Ciebie elegancko uświadomił w swoim wątku, do czego i komu jesteś potrzebny. Zacytuję Cejrowskiego WON z mego globusa - tego Podwórza. Infekuje sobie innych wiadomościami prywatnymi. Co że mną? Właśnie kończę 63 lata. Mój Kochany Strażnik Domowy starzeję się równi że mną. Dzisiaj przyjeżdżają do nas wnuki. Będzie zjeżdżanie na sankach, wieczorne podchody i najciemniejszym zakątku podwórza postawię globus na wyimaginowanej orbicie i będę słońcem w naszym układzie. Dzieci ustawię na ich orbitach. Marysia będzie Wenus, a Kacper Jowiszem Mikołaj będzie księżycem. Takie są moje plany urodzinowe. Wpadnę tu 10 kwietnia. Mam nadzieję, że z dobrymi dla mnie wieściami, bo walka o honor i Podwórze ciągle się toczy. Globusa pl nie naprawię. Siebie mogę i konsekwentnie próbuję. https://www.facebook.com/share/r/1CjGNjjELy/ P.S. Z eteru amerykańskiego netu/AI(?). Nie chce mi sięweryfikowac. Noc, gdy jedna kobieta ocaliła 79 motocyklistów Miała 68 lat. Eleanor Briggs całe swoje życie spędziła w małym miasteczku Hollister w stanie Missouri. O 16:47 niebo zrobiło się zielone. Od razu wiedziała, co to oznacza. Ten kolor widziała w życiu tylko dwa razy. Po raz pierwszy w dzieciństwie, gdy tornado zniszczyło rodzinną stodołę. Po raz drugi, wiele lat później, gdy żywioł odebrał jej męża. Zielone niebo nigdy nie zapowiadało deszczu. Zapowiadało niebezpieczeństwo. Syreny wyły już od dłuższego czasu, gdy Eleanor zauważyła światła na drodze. To nie były samochody. To były motocykle. Dziesiątki motocyklistów z trudem poruszały się drogą nr 76, walcząc z wiatrem, który unosił kurz, gałęzie i fragmenty dachów. Zatrzymywali się, wahali, rozglądali, szukali schronienia, którego po prostu nie było. Gospodarstwo Eleanor stało samotnie pośród pól. Zobaczyła, jak jeden z motocyklistów upadł. Widziała, jak dwóch innych pomogło mu wstać, gdy niebo stawało się coraz ciemniejsze. I wtedy zrozumiała coś bardzo prostego: jeśli nie znajdą schronienia natychmiast, nie przeżyją tej burzy. Eleanor z całej siły zadzwoniła w ciężki, żelazny dzwon na ganku i wskazała na stodołę. Nie padło ani jedno pytanie. Siedemdziesiąt dziewięć motocykli wjechało na jej posesję. Poprowadziła ich do betonowej piwnicy pod stodołą - edynego miejsca, które mogło wytrzymać tornado. Drzwi zamknęły się dokładnie w chwili, gdy nad nimi przeszedł ryk wiatru. Przez długie, niekończące się minuty ziemia drżała, a konstrukcja jęczała. Gdy wszystko ucichło, Eleanor przyniosła gorącą kawę i koce. Jeden z mężczyzn zauważył fotografię wiszącą na ścianie: mechanik stojący obok starego motocykla. - Kto to? Zapytał. Mój mąż - odpowiedziała. Zmarł wiele lat temu. Mężczyzna rozpoznał nazwę warsztatu. Opowiedział historię, której Eleanor nigdy wcześniej nie słyszała: dekady temu jej mąż pomógł rannym motocyklistom, gdy nikt inny nie chciał tego zrobić. Jednemu z nich uratował nogę przed amputacją. Burza minęła. Stodoła była uszkodzona. Dom również. Eleanor nie miała ubezpieczenia. Pięć dni później znów usłyszała dźwięk silników. Tym razem nie było ich siedemdziesięciu dziewięciu. Były setki. Trzystu motocyklistów przyjechało z ciężarówkami, narzędziami, drewnem, materiałami budowlanymi i pieniędzmi zebranymi przez klub. Naprawili dach. Odbudowali stodołę. Pomalowali dom. Postawili na nowo ogrodzenia. Przed odjazdem zostawili jej pieniądze na podatki i leczenie. - Twój mąż pomógł nam, gdy nikt inny tego nie zrobił - powiedzieli. â A ty uratowałaś nam życie. My tylko spłacamy dług. Od tamtej pory Eleanor nigdy nie była już sama na tej drodze. Czasem w niedzielę przed jej gospodarstwem zatrzymuje się motocykl. Nie z konieczności. Po prostu, żeby zapytać, czy ma ochotę na kawę. Konkluzja? Fajna bajka. Idealna dla dzieci. Na kolejne dobranoc opowiem ją wnukom. |
Z okazji Twoich urodzin, zebrało się pół wsi na naszej budowie
Popili, potańcowali i pierogi zjedli. NRD zatrzymało się w rozwoju w 1992 roku. Dziś wieczorem zakończenie w knajpie. Pierwsze piwo polało się z kija o 9:42 Twoje Zdrowie El |
Dzięki Faziku.
Należy Ci się przed nastaniem ciszy coś ode mnie extra. Opowieść noworoczna w dwóch aktach Akt pierwszy. Z eteru świata równoległego. Przyszłość Polski pod rządami siły sprawczej Brukseli. Pieniądze z Unii znów płyną do Polski szerokim strumieniem. Kamery migają, konferencje się mnożą, a politycy z minami księgowych, którym właśnie odblokowano kartę kredytową, przekonują, że oto wróciliśmy do głównego nurtu Europy. Słowo "suwerenność" schowano głęboko do szuflady, pewnie obok "repolonizacji' i "wstawania z kolan'. Teraz się nie wychyla. Teraz się rozlicza faktury. Bo te miliardy nie są żadnym darem. To nie manna z nieba ani nagroda za dobre sprawowanie. To pieniądz warunkowy, polityczny, obciążony ideologicznym leasingiem. Dostajesz, ale w pakiecie instrukcję obsługi państwa. A raczej: aktualizację oprogramowania, której nie możesz odrzucić. Rząd, który jeszcze wczoraj obiecywał silną Polskę w silnej Europie, dziś coraz częściej przypomina lokalnego administratora unijnego projektu. Szeryfa Brukseli eleganckiego, uśmiechniętego, mówiącego płynnie w kilku językach, ale podejmującego kluczowe decyzje w rytm kalendarza Komisji Europejskiej, nie wyborców. Demokracja? Owszem - dopóki głosuje, jak trzeba. Unijne środki płyną, więc trzeba płynąć z prądem. Reforma sądownictwa - do poprawki. Energetyka - zgodnie z pakietem klimatycznym, nawet jeśli rachunki przerażają bardziej niż prognozy pogody. Migracja, solidarność europejska, nawet gdy lokalne społeczności nie miały nic do powiedzenia. Wszystko da się uzasadnić: bo fundusze, bo rynki, bo Bruksela patrzy... I będzie tak do 2027 roku. Do wyborów, które zapowiadają się nie jako starcie wizji Polski, ale jako plebiscyt lojalności. Nie wobec narodu, lecz wobec europejskiego centrum decyzyjnego. Kto lepiej gwarantuje stabilność? Kto nie będzie zadawał niewygodnych pytań? Kto podpisze się pod kolejnym kompromisem, zanim jeszcze pozna jego treść? Prawdziwa debata o przyszłości kraju została zamieniona w technokratyczne zarządzanie oczekiwaniami Brukseli. Suwerenność sprowadzono do przypisu, a interes narodowy do prezentacji w PowerPoincie. Polska ma się rozwijać, ale odpowiedzialnie. Ma być ambitna, ale "w ramach'. Ma mieć głos - pod warunkiem, że nie będzie zbyt głośny. Największym paradoksem jest to, że wszystko to dzieje się przy aplauzie części elit, które jeszcze niedawno biły na alarm, gdy ktoś w Europie Zachodniej próbował pouczać Polskę. Dziś te same pouczenia nazywa się "standardami", a podporządkowanie - dojrzałością. Pytanie brzmi nie - co dalej po 2027 roku?, lecz: czy wtedy będzie jeszcze o co pytać. Czy Polska będzie podmiotem, czy już tylko dobrze zarządzanym regionem peryferyjnym Unii. Z flagą, hymnem i miejscem przy stole - pod warunkiem, że nie pomyli miejscówek. Pieniądze płyną. Cena przyjdzie później. Jak zawsze. Cdn. |
Akt drugi.
Dziadku, drogi dziadku... Bajka będzie o panu inżynierze. Enerdowska, jak tytułowa. Pewnego, dnia upadłą, enerdowską wieś odwiedził pan i pani inżynier. Inżynierska para szukała swojego miejsca na ziemi. Po niemałych perypetiach kupili we wsi jej kawałek (tej ziemi) i postanowili się budować. Wcale nie było łatwo na początku, bo wieś bała się bogatych miastowych. Doszło do tego, że jakiś sygnalista enerdowski doniósł władzy, że na tej działce dzieją się rożne, dziwne rzeczy. Pan inżynier się nieco zdziwił ale postanowił użyć fortelu. W słynnej Wytworni Podlaskich Likierów nabył kilka 5-tek eliksiru. Coś na wzór tego z Poprawki z geografii Polski. Owa "poprawka" to jedna z równie słynnych, zakazanych ksiąg prawiących o przygodach małpy mówiącej ludzkim głosem. Księgi spisane zostały w czasach, kiedy małpa była małpą, murzyn murzynem a z wanny dało się zbudować wannolot. Zatem oczytany porządnie pan inżynier, przeszedł się po wsi (zakolendował tak jakby) i częstował mieszkańców w zależności od ich płci - "kawą" lub mlekiem od wściekłej krowy. W ten sposób wpuścił do enerdowkich mózgów słowiańskiego wirusa. Wirus zaczął działać. Mieszkańcy wsi nie zaglądali już na plac budowy, by pana inżyniera podpierdolić ale z czystej ciekawości. Pan inżynier częstował kawą i mlekiem z jeszcze większą intensywnością. Wirus opanował całą wieś. Pan inżynier zastosował jeszcze jeden wybieg. Na działce postawił Wóz Drzymały 2, który przez to, że nie był trwale związany z gruntem... Pozwalał po prostu grać na nosie "nadzorowi budowlanemu". Ale nie do końca o tym. Pan inżynier okazał się przy tym niezwykle pomysłowym Dobromirem. Zaopatrzył się lub zbudował sobie wszystko, co było niezbędne do budowy domu. Kupił zepsutą koparkę/ładowarkę - naprawił. Zbudował sobie tartak itd. Stał się niemal samowystarczalny i nagle... Potrzebny we wsi. Do tej pory we wsi panował marazm. Jak za dotknięciem różdżki pani Leszczyny wszystko zaczęło się we wsi zmieniać. Pan inżynier umiał praktycznie wszystko to, co jest potrzebne do przetrwania w prerii samotnej parze ranczerów. No kurwa wszystko. Dysponował jeszcze jedną cechą. Potrafił pomagać i integrować wokoło siebie ludzi, aktywizować ich społecznie. Zaskakiwał pomysłowością. Pewnego dnia przywiózł na wieś dwa... byki. Po kolei... Cdn. |
1 Załącznik(ów)
W jeża mordę.
Wczoraj, w dniu moich faktycznych urodzin odszedł Erich von Däniken. Pewnie dlatego przyśnił mi się... Tusk. To wyraźny sygnał, by zerwać się ze smyczy, bo świat stanął na głowie. Oczywista świat demokratycznej i pełnej wartości Europy. Tego dnia i mca urodziła się prócz mnie Strażnik Domowy i nestorka naszej małej kamienicy. Z tej okazji dostaliśmy od Pani Wandy nalewkę. 10 stycznia urodził się George Foreman. Ten, którego stłukł Ali w Kinszasie. Ale to walka Forma z Ronem Lele ma większy ciężar gatunkowy dla mnie. Jutro z rana dokończę enerdowską bajkę/sen, został sam finał i zapadnę w obiecany sen zimowy. Z tego, co widzę odebrano możliwość usunięcia/edycji posta, co nie ma znaczenia dla ludzi, którzy mało piszą a trochę ogranicza tych, co piszą więcej. Coś jak ja ale to rzadkość. Nowa konwencja wpisuje się jednak znakomicie w to, co powinienem robić. Czyli - milczeć. Od poniedziałku wdrożenie terapii szokowej. Zamiana słów na złoto. Wchodzę w to. Denominacja mowy. 1000 słów na jedno. Na papierze ten rygoryzm w innej formie. Tymczasem jutro finał bajki. |
1 Załącznik(ów)
Legenda głosi, że tak powstają codziennie rano legendy w enerdowskich bajkach
Załącznik 148072 I zyli długo i szczęśliwie. |
Finał enerdowskiego snu.
Kiedy było już pięknie, byki waliły kupę na kompost, dla potrzeb własnego ogródka, we wsi pojawił się agent. Przykleił się do naszego bohatera i jak to się pisze w bajkach dla dorosłych zaczął mu wchodzić w dupę. Esencja moralności, arbiter ortografii - Herr Dot alias Punkt. Zwiedził wszystkie dupy świata. Najlepiej jednak czuje się w czarnej. Zawsze zostawia po sobie charakterystyczny podpis. Jedni trzy krzyżyki, drudzy 8 gwiazdek. On trzy kropki, stąd łatwo poznać gdzie był. Ta bajka się nie kończy. Nie ma swojego, charakterystycznego dla normalnych bajek końca, bo to jest bajka enerdowska. To nie jest jednak problem Fazika. Problemem (brakuje mi właściwego słowa) Fazika jest wrzód na dupie. To nie jest normalny wrzód. To marker stanu zapalnego. Bezdomni mówią na niego El Primero Pioniero. Zawsze da piątaka, nawet jak nie ma. Wtedy piątaka przybija. Ale on jest "ciu ciu ciu" do czasu. Jeden morał z bajki wyciągnąć można już. Jeden człowiek dużo może. Może zrobić dużo dobrego i wszystko spierdolić. https://i.ibb.co/WWHWyQky/DSC05265.jpg Powyżej łeb El Primero Pioniero z dnia 2018-01-10. Z dnia jego urodzin. Wstrząśnienie mózgu na samym początku przygotowań do Szlakiem Grąbczewskiego 1889-2018. Rok 2018 był jednym z najgorszych w moim życiu z jednej strony, z drugiej pięknym doświadczeniem. Ilu ludzi próbowało mi wtedy pomóc i... pomogło. Potem nastał kowit. Czas próby. Zdałem wewnętrzny egzamin. Zdała go Strażnik Domowy. Dzisiaj nie marzę o podróżach. Marzę, by być lepszym. Chcę być nikim. Kimś dla najbliższych. Bohater naszej bajki ma dwa byki, ja będę miał konia i łódkę z żaglem. Na urodziny dostałem dłuta i dwie piły japońskie. Znaczy pieniądze na nie. Tak się pierwszy raz umówiłem. Wrócę tu, jak zbuduję model stodoły w oparciu o tradycyjną (zabytkową ciesiołkę). Będzie do złożenia jak klocki lego. Skala mniej więcej jak 1:10. To może potrwać. Faziku, ajlowiu. Jeszcze nie jeden raz świat zadziwisz. |
Zauważyliście, że na końcu zawsze jest rodzina najważniejsza, nie mówię o końcu życia, ale w pewnym momencie dochodzimy do takich wniosków. Część dochodzi do nich na początku, część na końcu. Nie liczy się stan posiadania, w każdym aspekcie i materialnym i duchowym. Bez względu na to ile mamy to na koniec jesteśmy z rodziną.
Wydaje się nam w życiu, że za mało mamy i ciułamy wspomnienia, pieniądze, władzę i co tam jeszcze, a na koniec a może to początek, jesteśmy i chcemy być z Rodziną. Bo to zajebista przygoda ta RODZINA... i wcale ta RODZINA nie musi być z krwi.... :oldman: |
Nie wiem jak jest na końcu:) ale
znam rodziców, którzy tłamszą latami swoje dzieci. dzieci, którzy swoich rodziców nie odwiedzają na łożu smierci lub pogrzebie Rodzina jest wygodna ekonomicznie dla pewnej płci. Poświęć jeden dzień na korytarzu sądowym, pomóż dzień w hospicjum. Tam można zobaczyć rodzinę na końcu. |
Nie to że się chwalę, ale miałem szczęście mieszkać i pracować w ponad czterdziestu krajach. Poznałem chyba wszelkie główne narodowości, religie i ideologie.
Na końcu najważniejszy jest spokój, przychodzi zawsze taki moment, że po prostu zaczynasz mieć wyj....ne na drobnicę a doceniasz to, co cię uspokaja. Cokolwiek to jest i jakkolwiek to nazwiemy. Człowiek na końcu życiowej drogi, z bagażem doświadczeń, po prostu chce spokoju. |
Cytat:
|
Cytat:
Rozważ, jak trudno jest zmienić siebie, a zrozumiesz, jak znikome masz szanse zmienić innych. Pewnie pisane po winie. Mazurkas-fajne doświadczenie. Zazdroszczę! Ale w tym spokoju masz jeszcze ten atomowy młodzieńczy napęd do "robienia rzeczy"? |
Cytat:
Duńczyk, Vabank |
Chyba klisza się spaliła bo ciemność widzę https://imgbb.com/
|
Cytat:
|
Łba nie będzie, za to o pewnym Niemcu w zastępstwie na finalny deser. To skutek zmiany warunków edytowania.
Zanim, dodam że łatwiej naprawiać innych niż siebie. Siebie najtrudniej. Oskar Speck (Szopek) mu było. Wyruszył w poszukiwaniu pracy, nieświadomy, że jego podróż przejdzie do legendy. W 1932 roku, w dobie wielkiego kryzysu, Oskar Speck stracił swój biznes w Hamburgu. Zdesperowany, 13 maja zwodował składany kajak w Ulm, planując dotrzeć do kopalni miedzi na Cyprze. Jednak gdy dotarł do celu, uznał, że chce płynąć dalej. Przez kolejne 7 lat pokonywał rzeki Europy, wody Eufratu i Tygrysu aż po niebezpieczne wybrzeża Indii i Indonezji. Podróżował samotnie, walcząc z malarią, atakami krokodyli i wrogością lokalnych plemion w Nowej Gwinei. W Iranie wzięto go za szpiega i ostrzelano, w innych miejscach cierpiał z powodu ekstremalnego upału i braku wody. W trakcie wyprawy zużył 5 kajaków, które regularnie przesyłał mu niemiecki producent (firma Pionier-Faltboot-Werft), widząc w jego wyczynie doskonałą reklamę. Finał podróży był tragikomiczny. We wrześniu 1939 roku, gdy Speck po 50.000 kilometrów w końcu ujrzał brzegi Australii na wyspie Saibai, zamiast wiwatów powitali go policjanci. Z powodu wybuchu II Wojny Światowej i jego niemieckiego pochodzenia, Speck został natychmiast aresztowany jako âwrogi cudzoziemiecâ. Spędził kolejne 6 lat w obozie dla internowanych w Tatura a po wojnie osiadł w Australii, gdzie zmarł w 1995 roku jako ceniony kolekcjoner opali. Dodam więcej pierwszego dnia wiosny. O rozlewiskach będzie. Amen. |
Skoro jeszcze dzisiaj rozgadany jestem to wrzucę kupamięci.
Wojtówce. Muzeum Stolarstwa We wsi Wojtówce na rozległej posesji nr #46, nieopodal Knyszyna i zaledwie nieco ponad 30 kilometrów od Białegostoku, znajduje się miejsce absolutnie wyjątkowe na mapie kulturalnej Podlasia – „Wioska Mnicha”, stworzona przez Pana Krzysztofa Mnicha. To nie pojedyncza ekspozycja, lecz cały rozległy zespół muzealnych kolekcji, gromadzonych przez lata z pasją, konsekwencją i ogromnym nakładem pracy. Jednym z najważniejszych i najbardziej sugestywnych elementów tego zespołu jest muzealna wystawa stolarni, wypełniona historycznym wyposażeniem oraz tysiącami narzędzi stolarskich ręcznych i mechanicznych. Ekspozycja stolarska pokazuje wielowiekowy rozwój rzemiosła – od prostych, niemal archaicznych narzędzi, po coraz bardziej wyszukane i wyspecjalizowane przyrządy. Obok toporów ciesielskich, siekier i dłut można tu zobaczyć heble różnego rodzaju: zdzieraki, równiaki, spustniki i strugi profilowe do wykonywania ozdobnych listew. Są piły ramowe i płatnice, świdry i wiertarki korbowe, pobijaki, młotki, ściski stolarskie, kątowniki, znaczniki traserskie, cykliny do wygładzania drewna, a także dawne tokarki i maszyny stolarskie napędzane ręcznie lub przy pomocy prostych mechanizmów pasowych. Każde z tych narzędzi nosi ślady intensywnej pracy i stanowi materialny zapis doświadczeń kolejnych pokoleń rzemieślników. To jednak nie jest muzeum „za szybą”. Zgromadzone narzędzia są podstawą do prowadzenia przez Pana Krzysztofa Mnicha warsztatów stolarskich dla młodzieży i osób starszych. Pod okiem gospodarza uczestnicy nie tylko oglądają narzędzia, lecz uczą się ich praktycznego użycia. Własnoręcznie wykonują proste przedmioty – deseczki, skrzynki, ramki czy drobne elementy użytkowe – które stają się cenną pamiątką spotkania z żywym rzemiosłem i dowodem, że tradycyjne stolarstwo wciąż może być źródłem radości i satysfakcji. „Wioska Mnicha” to jednak znacznie więcej niż tylko stolarnia. To całe uniwersum kolekcjonerskie, będące świadectwem tytanicznej pracy jednego człowieka. Na szczególną uwagę zasługuje chyba największa w Polsce kolekcja siekier – narzędzi prostych w formie, a jednocześnie niezwykle zróżnicowanych pod względem kształtu, przeznaczenia i pochodzenia. Obok niej można zwiedzać ekspozycję Starej Kowalskiej Kuźni, przypominającą czasy, gdy metal, ogień i młot stanowiły podstawę lokalnej gospodarki i rzemiosła. Wyjątkowym dopełnieniem całości jest zbiór historycznych szyldów emaliowanych – pochodzących sprzed II wojny światowej oraz z okresu PRL. Te barwne, dziś już niemal zapomniane tablice przywracają pamięć nazw i adresów nieistniejących firm, szkół i instytucji. Wiele z nich to także świadectwa pracy służb BHP – ostrzeżenia, nakazy i zakazy, których celem było zapewnienie możliwie bezpiecznych warunków pracy w fabrykach, warsztatach rzemieślniczych i na placach budów. Każdy szyld to mały dokument epoki, fragment codzienności minionych dekad. Historia stolarstwa – w Polsce i na świecie – sięga najdawniejszych cywilizacji. Już w starożytnym Egipcie wytwarzano meble i skrzynie, Grecy i Rzymianie rozwijali techniki łączenia drewna, a średniowieczna Europa opierała system rzemieślniczy na cechach i długim procesie nauki zawodu. W Polsce drewno przez wieki było podstawowym materiałem budowlanym i artystycznym, a kunszt stolarski i snycerski osiągał wysoki poziom, zwłaszcza w epoce renesansu i baroku. Nieprzypadkowo symboliczną postacią tego zawodu pozostaje św. Józef – uznawany za najbardziej znanego stolarza w historii świata. Jest on uosobieniem cierpliwej, uczciwej i odpowiedzialnej pracy rąk. Ten właśnie etos przenika „Wioskę Mnicha” – miejsce stworzone nie dla szybkiego efektu, lecz z miłości do pracy, historii i rzeczy prostych, ale trwałych. Ogrom zgromadzonych eksponatów, różnorodność tematyczna kolekcji oraz ich spójność pokazują skalę wysiłku, jaki Pan Krzysztof Mnich włożył w stworzenie tego niezwykłego muzealnego świata. „Wioska Mnicha” jest dziś nie tylko prywatną kolekcją, lecz prawdziwym centrum pamięci rzemiosła, pracy i codzienności minionych pokoleń – miejscem, gdzie historię nie tylko się ogląda, ale można jej dotknąć, usłyszeć i doświadczyć. |
Cytat:
A Rodziny mogą być różne. A moja uwaga łączy się z obserwacją, co mówią, piszą ludzie, co dla nich staje się ważne z biegiem, czasu. Tak samo to odczuwam, ale nie jestem takim egocentrykiem aby uważać, że jak ja, to wszyscy, była to moja obserwacja na temat świata. Ty wcale mogłeś nie dojść do tego etapu i luzz. |
Alkohol to zguba ludzkości.
https://event.webinarjam.com/registr...X978q0hpuLfdmg Ja się zapisałem. Zostały mi trzy czereśnie i walczą o przetrwanie. Spisana na straty szara reneta (nasiona) zaczęła kiełkować w inkubatorze. |
Cytat:
|
Cytat:
Po za tym dałeś quotę z tym co napisałem, więc sugerowałem się, że to do mnie bezpośrednio i, że niby na bańce to napisałem w przypływie uczuć ogólnospołecznych :D |
Każdy przypadek jest inny.
Cytat zasłyszany od pewnego chirurga-ortopedy:) Świetnie pokazuje też analogię do moich obserwacji różnych ludzi/rodzin. Choć schematów w mych obserwacjach mnóstwo. Ja bym chciał być lepszy z UCZUĆ. Ale już coraz rzadziej bym chciał. Zdrowia! Nie w formie toastu, a szeroko rozumianego dobrostanu ciała i ducha. |
Mam/muszę/vhcę wrócić na zaordynowaną ścieżkę.
Zostałem zdyscyplinowany. Gadulstwo jest złą manierą. Pauza miała być i koniec Miał być "po" stodole jak klocki LEGO. To prawda. Ale nałożono mi (w sumie w formie kontynuacji terapii) dodatkowe zadania. Ten wątek zaczyna się Sonatą księżycową, którą miałem opanować na 50-tkę mojego zacnego Kolegi. Zrezygnowałem po 1/3... Zatem w ramach terapii douczyć się mam pozostałych 2/3 (tempo large) i postawić 50-tkę owemu Koledze i potem zagrać Sonatę w zadanej już sobie transkrypcji. Zatem tak szybko się tu nie zamelduję. Mało tego, za nonszalancję i trele wszelkie opanować/zagrać mi zadano ten utwór. Zatem raz jeszcze: stodoła, sonata i romans... Może się wyrobię na dzień dziecka? Dziękuję za bat na tyłek i tylko trzy konkrety. Zaprawdę wolałbym ich 100 mieć na sumieniu. Kto tam by się ich doliczył. Nie mam, nie muszę do niczego wracać nawiasem pisząc. Dobranoc. |
Drodzy i już nie tani
Eksperyment dobiegł końca. Postanowiłem pożegnać się z wami ogłoszeniem. SPRZEDAM PRYWATNE PAŃSTWO (LUB SCENERIĘ DO HORRORU/FILMU O DRWALACH) Masz dość sąsiada, który kosi trawnik o 6:00 rano? Chcesz zniknąć tak bardzo, że nawet Google Maps zapyta „Gdzie Ty, do diabła, jesteś?”? Mam dla Ciebie 15 hektarów świętego spokoju pod Marwałdem. DLACZEGO WARTO? (CZYLI JAK WADY ZAMIENIĆ W STYL ŻYCIA): DOM? RACZEJ "INSTALACJA ARTYSTYCZNA": Budynek ma 325 m² i oferuje tzw. „architekturę otwartą” – głównie dlatego, że wymaga generalnego remontu (albo egzorcystów i nowej wizji). To czysta karta! Możesz tam zrobić butikowy hotel, albo udawać, że mieszkasz w ruinach zamku. DŻUNGLA AMAZONKI W POLSCE: 80% działki to las. Możesz zostać potentatem wykałaczek, zbudować 500 domków na drzewie albo po prostu biegać nago i nikt Cię nie zobaczy. Drzewa możesz wyciąć, więc jeśli nienawidzisz tlenu – droga wolna! WŁASNE SPA (BŁOTNE): Obok płynie strumyk i jest staw. Idealne miejsce, żeby Twój pies wrócił do domu czarny, a Ty żebyś mógł poczuć się jak w „Pocahontas”, tylko z większą ilością komarów. MEDIA: Prąd jest (możesz podłączyć czajnik!). Woda jest we własnej studni (pijesz jak król, prosto z ziemi!). Dojazd jest drogą szutrową – idealna okazja, żeby w końcu sprawdzić, czy Twój SUV naprawdę ma napęd 4x4, czy tylko taki znaczek na klapie. CO MOŻESZ TU ZROBIĆ? Glamping: Postawisz dwa namioty, nazwiesz to „Organic Wild Silence” i będziesz brał 500 zł za noc od ludzi z Warszawy, którzy nigdy nie widzieli krowy. Stadninę koni: Konie będą zachwycone. Będą miały 15 hektarów do biegania, a Ty będziesz miał co wpisać w bio na Instagramie. Prywatną rezydencję: Będziesz jak Bruce Wayne, tylko zamiast jaskini Batmana będziesz miał własny las i 600 metrów do najbliższego sklepu w Marwałdzie po bułki. BONUS DLA ODWAŻNYCH: Jako właściciel agencji nie tylko sprzedam Ci ten „diament do oszlifowania” (czyt. kawał ziemi z wyzwaniami), ale pomogę ogarnąć Warunki Zabudowy. Powiedz mi, co chcesz tam postawić – zamek, lądowisko dla UFO czy eko-farmę jarmużu – a ja powalczę o to w urzędzie. Cena? Do dogadania. Widoki? Jak ze Wzgórz Dylewskich, tylko taniej. Energia? Nie do podrobienia (serio, to miejsce ma klimat!). Odbieram telefony od poniedziałku do niedzieli (9:00-21:00). Dzwoń, zanim kupi to ktoś, kto ma więcej wyobraźni od Ciebie! Nr tel... Znajdziesz jak się postarasz. Jeżeli chodzi o mnie, to kupię konia i łódkę z żaglem. |
Nie mogę sobie odmówić.
Współczesna wersja - emigracja do NRD. Coś pięknego. Książkę kupię. Dwie, jedną dla pana inżyniera. |
Elwood nic nie musi.
Jedyne, co musi, to wypróżnić się przed opuszczeniem miejsca zamieszkania. Nawet lepiej, żeby musiał. Adam Musiał. Ten drugi, to dziecko, co bytuje w swoim Iranie i ma już wyj... Taki wierszyk. Jeżeli Rosja i Niemcy, to pośladki... Mertz powiedział, że Rosja jest największym sąsiadem Niemiec. Na globusie niemieckim nie ma planety Polska. Nie ma. Ale... Jest Elwood. |
Nigdy na to nie zwracałem uwagi i pod wpływem zjawiska przeprowadziłem pewien eksperyment. O nim przy okazji, jego wynikach, bo były zastanawiające co najmniej.
Prosta zaś obserwacja prowadzi mnie dzisiaj do tego, że każda moja interakcja, zwłaszcza po dłuższej przerwie wywoluje wzrost zainteresowania tym/o czym piszę. To, co mnie bardzo cieszy, że nikt mi nie przerywa, od czasu do czasu interakcje o ile nie poruszam jakiegoś drażliwszego tematu. Jak np. ten wywiad z Konecznym. Ten wywiad to kwintesencja mojej mózgowej esencji. Poprzedni post pisany był na szybko z telefonu, teraz siadłem do kompa. Akurat muszę zrobić skan dwóch dokumentów. Z ZUS i US o niezaleganiu w podatkach. Konieczne one są jako załączniki do aneksu do umowy. Część prac jest wykonana i rozliczona protokołem oraz f-rą. bez tych dwóch załączników nie było by płatności. Umowa, ankes, załączniki, to razem łącznie 112 stron. Aneks 49. Roboczo robotę z aneksu nazwałem szukaniem obrączki premiera. W kanałach. Robota prosta 49 stron plus kilka załączników. Budowa prestiżowa. Opowiem wam historię. Na weekend w ramach fuchy dorobił sobie u mnie stosunkowo młody człowiek. Robota prosta. Chłopak też prosty. Uprzedził mnie, że wyszedł niedawno z więzienia. Dzisiaj odwożąc go do jego lokum (wynajmuje pokój) zagaja: - Po raz pierwszy od momentu wyjścia z paki nikt mnie o nic nie pytał. Zwraca się bezpośrednio do mnie. Pracuję, zero rozmów, cisza, spokój, zero presji, zero pytań, krótkie konkretne polecenia... Dawno nie byłem tak zrelaksowany... pracą. Nie odzywam się, bo mam zapalenie krtani. - Zero pytań o więzienie, za co siedziałem, praca... Za co siedziałeś? ------------------------------------------------------------- Każden qpek wie od dawna, że jest mnie dwóch czasami trzech. Normalni nie zadają pytań, nie komentują. Czytają lub nie. Jednych chuj obchodzi, co piszę, drudzy czytają. Ci, co czytają mogą od kilku dni żałować, bo nie będę już pisał więcej, bo miałem możliwość edycji posta. To były dość osobiste sprawy, teraz już takiej opcji nie ma. Przeczytane, ja kasuje lub konkretnie edytuję. Zscalam posty, wątek mimo wszystko pozostaje przejrzysty. Zostawiałem to, co mnie satysfakcjonowało. -------------------------------------------------------------- Podoba ci się taka robota? - Tak. Kiedyś zatrudniałem wiele ludzi. Problem w tym, ze ja nie umiem zarządzać ludźmi. W sensie większymi zespołami. Straciłem przez to kilka milionów złotych, zyskałem ponad trzy miliony długu i doświadczenie. Długi wygenerowała moja inteligencja, spłaciła fizyczna praca i wsparcie Strażnika Domowego. Ile siedziałeś? - Wyszedłem po ośmiu. Ja siedziałem w gównie (długów) trzy razy dłużej. --------------------------------------------------------------- Długów jeszcze nie spłaciłem ale... obecny front robot (do końca lutego) może już mnie od nich uwolnić. Uwolnić od stresu przede wszystkim. Mnie i Strażnika Domowego. hacjenda na Podlasiu to barter. Inna pula. Ten stres narastał latami. Batalia z ZUSem wielu ludzi kosztowała zdrowie, wielu życie. ZUSowi poświęcę jeden rozdziała w mojej książce. Dlatego tak "wrażliwy" jestem na system i polityków, którzy go hodują. Patrz - Koneczny. Niestety. Ma rację. Tylko ofiara w postaci trupów po jakiejś kolejnej SWO w środku naszej dupy chwilowo przywróci/zresetuje system. Zresetuje do zera. ------------------------------------------------------------------ Jeszcze dwa lata temu średnia temperatura zimą w moim Przystanku Oliwa wynosiła 13,5st. Dla gości 15. Dzisiaj to już 15 wyjściowo. Dorabiamy się. Tylko ja mam 63 lata... Przydałby się mózg bardziej niż fizyka. Niestety... Mózgiem to ja nie potrafię. Musze napierdalać fizycznie do 80-tki. Pani Laura z finansowego (fajna babka) dała mi 40 lat (z ponczem na głowie). Mam 20 lat w suchym zatem. Jutro przez trzy dni wnuki będą demolować chatę jak dziadek będzie w pracy. Potem razem z dziadkiem. Zatem jutro i pojutrze tylko 8h, by się tałatajstwem nacieszyć trochę. A pogoda przecudna. Wreszcie prawdziwa zima. Kiedyś zima zaczynała się od -10st. Człowiek/dziecko wracało z dworu spocone, przemoczone, z mokrymi butami i czerwonymi rękoma, które amatorzy ogrzewali na kaloryferze, by potem jeszcze bardziej cierpieć. I co z tego? Dnia następnego powtórka z rozrywki i znowu ręce na kolryfer. Kto nie sprawdzał, czy się język na mrozie lepi do metalowej barierki niech siedzi jak mysz pod miotłą i się nie odzywa. Jak jutro sprawdzi, niech pisze. Tymczasem w tv kolejna dobra afera. Zima właśnie i prorocze wizje. Zresztą nie tylko w tv. W tym małym gównie z ekranikiem to samo. By nakręcić gówno na patyk obrazy z Kamczatki na topie. ten drugi, co w Iranie swoim siedzi długo się nie odezwie. Będzie składał stodołę, grał na gitarze... Kompletnie oderwane od rzeczywistość/realu dziecko. Jutro będzie miał dobre towarzystwo... I ja na to muszę zapierdalać... |
Dziś w nocy Elwood jako pierwszy na świecie, serfował nocą na Lanzarote.
Walnął 50-tkę soku z kiszonego buraka (tego też nikt przed nim na falach Lanzarote nie zrobił) wziął deskę pod brzuch i popłynął za skuterem. Wszystko w świetle czołówki na oczach tłumów wiwatujących ludzi. Jak udało mu się ich na klifie w tak ogromnej ilości zebrać? Puścił info na fb, że tej nocy po 24-tej lub po 0:00 czasu lokalnego z oceanu wynurzy się rosyjska Hermenegilda. Najnowszy, atomowy okręt podwodny FR, którego nikt jeszcze nie widział. Tysiące ludzi szczelnie wypełniły każdy cm kwadrat skalistego brzegu. Nagle ktoś odpalił z samochodu potężny szperacz, ktoś inny drugi. Potem trzeci, czwarty, 10-ty. Snopy światła zaczęły drenować ocean w poszukiwaniu okrętu, gdy ktoś krzyknął: - Tam jest serfer!!! Jezus Maria ktoś westchnął, ktoś zawturował. Tłum zafalował... Wtedy pojawił się Redzik... Kurwa mać! To Elwood!! Elwood Chuj! Krzyczał Redzik. Tłum podchwycił! CHUJ CHUJ CHUJ!! Wtedy napłynęła ONA. Największa w historii odkąd Juan Jorge Alvarez notuje wysokości fal. Robi to pieczołowicie. Tej nocy nie mogło go oczywista zabraknąć. Była OGROMNA. Elwood puścił linkę... Fala wyniosła go na niebotyczne 83,74 metra wysokości. Wrzeszczy Alvarez: REKORD REKORD REKORD. Ale to nie jest ważne, tłum zamarł... Przecież on może zginąć, zginie na pewno! Tymczasem Elwood uchwycony światłem reflektorów płynąc na ogromnej fali wyciąga coś zza pazuchy i rozwija jakąś białą wstęgę. Po chwili tłumowi objawia się na niej napis! REDZIKU DRUCHU DROGI!! STO KURWA LAT!! DŁUGICH I SZCZĘŚLIWYCH!! Ale to jeszcze nie wszystko! W jego dłoniach pojawiają się perły... https://i.ibb.co/nqRLBR6Y/5c3a4c0688...t-Final-14.jpg |
Tuż po...
O wschodzie słońca, kiedy atlantycki był już spokojny. https://i.ibb.co/0jnCWTW1/423954bbb7...ef5b8b73kd.jpg A poznali się pod kościołem... |
Straciłem głos przy 36,0 temp. ciała. Zapalenie "krtani". Blisko dwa lata nie złapałem infekcji, to pierwsza po dłuższej przerwie.
Opiekujący się może mnodcinkiem robót kierownik robót przerażony/zmartwiony, bo nas terminy gonią. Jadę zgodnie z harmonogramem ale dużo ode mnie zależy. Sytuacja losowa ale stres frontowi towarzyszy. - Mam się martwić? Nie. Spokojnie. Umieram dopiero przy 37,1. Mój absolwent z Kurkowej że względu na mrozy (robota na zewnątrz stanęła) nie ma roboty więc z własnej inicjatywy przyjechał pomóc. - Nie chcę siedzieć... nawet w fotelu. Lalala... Panie ministrze, co to za zegarek na pana ręku? Czy to nie omega? - Tak. To drogi zegarek. Dlaczego nie ma go w pana orzeczeniu majątkowym? - To nie omega. Mogę zobaczyć? - Nie. |
Cytat:
Cytat:
Junior miał wtedy 16 lat. Odstawił wyczynowe pływanie po swoich ostatnich MP w Puławach. Zatem El czterdziestolatek miał wtedy 42 lata. Z początkiem jesieni junior przyszedł z propozycją: - Vader... choć pójdziemy na siłownię. Samemu to trochę słabo, byś mi pomógł, doradził... Własnie otworzyli w jednym biurowcu mega siłownię, widziałem. Nie ma wszystkiego. - Byłeś tam? Nie. - To skąd wiesz? Ja wiem wszystko. Mimo zajmowaniem się sportem przez wiele młodzieńczych i nie tylko lat nigdy nie zrobiłem przysiadu ze sztangą 100kg i nie wycisnąłem na ławeczce tożsamego ciężaru. Sam ważyłem wtedy tych kilo 97. Taki sobie postawiłem zatem cel. przysiąść i wycisnąć te 100kg na sztandze. To, czego nie było na tej nowej siłowni, to klimatu. Wybrałem osiedlową, z luźnymi ciężarami, zapachem setek litrów wylanego potu i półświatkiem, który schodził się tam z kikudzieciotysięcznego osiedla, jednej z sypialni Trójmiasta. Ja zostałem "tatą", junior "młodym". Na początku z nas pokpiwano. Klasyka. Ojciec z synem... na ile im starczy zapału, garstka słomy? 3 m-ce później było już tylko przybijanie piątek i rosnący szacunek. Podziwiali juniora. - Będą z niego ludzie! Wytrzymuje taki reżim... Nie wiedzieli, że przez 9 lat zaliczał dwa treningi dziennie, ucząc się w szkole sportowej. 6.00 - 8.00 i 16.00 - 18.00. Samo rozpływanie na treningu, to było 2/3km a potem w dupę. Tę samą szkołę przeszła jego mama. W kwietniu "tato" podszedł do sprawdzianu. Cała siłownia bila "tacie" brawo. Klepali po plecach goście co setką się rozgrzewali. Po trzech m-cach masa ciała spadła mi do 90-ciu kg ale cały czas chudłem. Ubywający tłuszcz zamieniał się po prostu we mięśnie. Oczywiście odpowiednia dieta itd. Październik 2005 - obwód w bicepsie 33cm. Kwiecień 2006 - 37cm. Jeden z obserwowanych parametrów. Młody jeszcze cały czas rósł ale zachwycał konsekwencją. Front robót (a teraz zapalenie krtani) spowolniło mój tegoroczny start ale na koniec czerwca limit wynosi 3x 85. Ciało, ławka, nogi. Wracam na tę samą, osiedlową siłownię w marcu. Dodatkowo - bieg godzinny. Tu już dystans nie odgrywa takiej roli. Będzie to forma dużej zabawy biegowej docelowo z elementami skocznościowymi. 20 lat temu bym tylko prychnął i brał się do roboty... W kolejnym poście uzasadnię i rozwinę. |
No 20 lat temu to ja byłem murzynem i grałem w kosza :)
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:01. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.